niedziela, 24 lipca 2011

Amor tollit timorem 5/5

Maxiii – dziękuję za dobre słowo. Każdy komentarz jest mile widziany :)
Ikuko – w świecie hetero, nie trzeba mówić, że jest się hetero, tym bardziej ze strachem. Ale niestety heterycy różnie reagują na inną orientację seksualną niż ich jedyna i słuszna, w ich mniemaniu. Nie mam doświadczeń osobistych w tej kwestii, gdyż jestem hetero i opieram się jedynie na przeczytanych forach w tym temacie. I nie, nie są to fora yaoi, ale zwyczajnych ludzi opisujących własne problemy. Miałam również znajomych, którym nie było lekko w życiu i nie rozpowiadali na prawo i lewo o swojej orientacji, gdyż bali się opinii innych. Wiadomo, jacy są ludzie. Nawet w Japonii pary homoseksualne nie są do końca dobrze postrzegane. W niektórych kręgach występuje nacisk na posiadanie żony, męża, dzieci, a po zamknięciu drzwi możesz robić co chcesz, byle nie rzucać się z tym w oczy. Nie są to wiadomości wyssane z palca. Czytałam kilka artykułów na ten temat.
Dream – Sasuke jest trudny do okiełznania, wyrywa mi się, ale się staram. Mam nadzieję, że z w miarę dobrym skutkiem ;) A Naruto? No jak mogę z mojego kochanego Naruto zrobić idiotę ;) W kanonie nie jest, to i tu nie będzie.
Nie wiem czemu irytuje Cię Shika. Dobry chłopak z niego ;)
No oczywiście, że happy end, nie byłabym w stanie napisać niczego innego. Radosny człowiek jestem ^^
Siruwia i Kot – czekajcie, czekajcie, czekajcie, a będzie Wam dane ^^
Revira – Nie studiuję medycyny, ale przestudiowałam googla ;) Naprawdę tam można znaleźć wszystko. Pewnie student medycyny by mnie zbluzgał, ale ile mogłam tyle dałam radę ;) I tak, mam plan :)
Dee – Jak za bardzo ściśniesz sznur, to się nie ruszą. Zrób kokardkę, żeby łatwo mogli rozwiązać ;) Taaak, w takiej studni można się topić ;)
Anonim I – no bardzo się cieszę, że podobał Ci się brak przecinków. Mam nadzieję, że nie zawiodę Cię w kolejnym rozdziale ;) A do węgla i studni dorzucam króliczka i smak lata ;D Na pewno Ci się spodoba. „Podobał mi się Satoshi z Girugamesh”, no patrz, tego nie znam, ale znam Satoshi Hino.
Anonim II – cieszę się, że się podoba :)

I dobrnęliśmy do końca historii. Bardzo dziękuję wszystkim za komentarze i całej reszcie za klikanie w małe kwadraciki ;) To się również dla mnie liczy, bo wiem, że gdzieś tam jesteście i czytacie. Mało tego, nawet uważacie za fajne :)
Mam nadzieję, że nie zawiodę Was w ostatnim rozdziale.
Siruwia, dziękuję za porady przy tym rozdziale :*
A przede wszystkim dziękuję Sanu, która popchnęła mnie do tego czynu i trzymała pieczę nad całością :*
Zapraszam :)


Amor tollit timorem
(łac. Miłość usuwa strach)


5.
When you came in the air went out.
And every shadow filled up with doubt.
I don't know who you think you are,
But before the night is through,
I wanna do bad things with you.

I'm the kind to sit up in his room.
Heart sick an' eyes filled up with blue.
I don't know what you've done to me,
But I know this much is true:
I wanna do bad things with you.
Jace Everett - Bad Things*

Naruto wpadł w wir nauki. Coraz więcej osób kojarzyło go z ojcem, co od razu podnosiło mu poprzeczkę. Ale nie martwił się, wiedział, że temu podoła. Problemem był jednak Uchiha, który spędzał mu sen z powiek. Nie mógł wyrzucić go z głowy, chociaż bardzo się starał. Drań, przestał zwracać na niego uwagę. Nie wiedział, co ma z tym teraz zrobić. Zastanawiał się, czy się nie pomylił. Może jednak źle odczytał jego intencje? Nie, niemożliwe, zawsze potrafił wyczuć chłopaków, którzy się nim interesowali i którymi sam był zainteresowany. No raz nie trafił. Zagadał w pubie do chłopaka, który totalnie nie wyłapał zamiarów Naruto i całkowicie dał się wciągnąć w bardzo interesującą rozmowę. Otrzeźwienie nadeszło razem z jego dziewczyną, która zorientowała się, że jakiś blondyn podrywa jej faceta. Kiba długo mu wypominał pomyłkę, zalewając się łzami ze śmiechu. Ale Sasuke? Nie, nie mógł być pomyłką. Nikt bez powodu nie chucha komuś w kark czy ucho, nie zbliża się na odległość centymetra i nie łapie kosmyków włosów. Nie mówiąc o innych drobnych gestach, rozmowach czy spotkaniach, podobno przypadkowych. Tak, Naruto był niesamowicie wściekły. Nie raz próbował złapać Sasuke przed zajęciami, po zajęciach, w jadalni, ale ten ciągle mu się wymykał. Owszem, rozmawiał z nim, ale nie było już tego napięcia. Jakby oddzielała ich lodowa ściana. Kiba poddawał mu różne pomysły, w większości absurdalne, jak zamknięcie się z nim w prosektorium, oczywiście przypadkiem, potknięcie się i wpadnięcie w te silne ramiona, które tak nieziemsko… Naruto miał ochotę w takich momentach rzucić telefonem o ścianę, bo nie mógł Kibą. Inuzuka po drugiej stronie zaśmiewał się do łez i w końcu go pocieszał, że Sasuke na pewno zorientuje się, jakie ciacho ma pod ręką i się nim odpowiednio zajmie. Po tego typu słowach Naruto nie wytrzymywał i poddawał się głupawce razem z przyjacielem. Bardzo mu go brakowało.
            Na miejscu miał Shikamaru i Saia. Czuł, że go obserwują i wiedział, że czekają, aż do nich przyjdzie. Ale po co? Co miał im powiedzieć? Że mu źle? Że tęskni? Niby nic wielkiego nie zdarzyło się między nim a Sasuke. Jakby ktoś popatrzył na to z boku, to była tylko zwyczajna znajomość i pomoc starszego kolegi na zajęciach. Ale Naruto wiedział, że było coś więcej. Od początku ich znajomości czuł napięcie, wręcz naelektryzowane powietrze, jak tylko zbliżali się do siebie.
           
Pamiętał, jak kiedyś wybrał się z kumplami na koncert, umówił się z nimi po zajęciach w prosektorium. Widział kątem oka Uchihę i widział też, że ten go obserwuje. To był świetny wieczór, wyskakali się, zdarli gardła od śpiewu, a w przerwie Naruto miał dodatkową atrakcję w postaci Uchihy, który podszedł do niego, gdy stał w kolejce przy barze. Wepchnął się przed niego, kupił dwa piwa i wzrokiem nakazał iść za sobą. Naruto odszukał przyjaciół i na migi pokazał, że na chwilę wychodzi. Miał tylko nadzieję, że nie widzieli z kim. Sasuke zaprowadził go do drugiej części knajpy, gdzie wręczył Naruto piwo.
- Wiesz, że nie powinienem pić alkoholu?
- Wyglądasz na więcej lat niż masz.
- Sugerujesz, że wyglądam staro?
Naruto z uśmiechem na twarzy przypomniał sobie tę rozmowę. Dopili wtedy piwo rozmawiając o muzyce. Tak zwyczajnie. To było raptem dziesięć minut i Sasuke zniknął. Naruto został z pustą butelką i pustką w głowie. Zastanawiał się, czy to się naprawdę wydarzyło, czy może przysnął.
Wiele było sytuacji, w których Naruto chciał zrobić krok w stronę Sasuke, ale obawiał się tego. Uchiha mimo wszystko wzbudzał respekt swoją postawą i Uzumaki jakoś nie potrafił wyobrazić sobie, że pierwszy rzuca się na niego. A teraz nie wiedział, na czym stoi. Uchiha go unikał, chociaż wydawało mu się, że widzi czasem jego spojrzenia na sobie. Shikamaru też często mówił mu, że jego prywatny absztyfikant bacznie go obserwuje. Naruto najchętniej podszedłby do Sasuke, pocałował go tak po prostu i czekał na reakcję. Nie zrobił tego jednak, a życie toczyło się dalej.

Po deszczowych porach przyszła piękna i słoneczna jesień. Sai dowiedział się, że Naruto ma w październiku urodziny. Postanowili z Narą zorganizować mu imprezę niespodziankę.
- Jasne, Sai, najpierw musiałbyś go uśpić, potem przebrać w stringi, przewiązać czerwoną wstążką i wsadzić do tego tortu. Aha, jeszcze wygonić gości, bo przecież nie chcemy, żeby nasz przyjaciel miał problemy z powodu swojej orientacji.
- Shika, uważaj, żebyś się nie zmęczył tak długą przemową – Sai zaśmiał się.
- Skoro on go unika, to raczej nie będzie chciał przyjść. Trzeba podstępem. Neji upatrzył sobie Tsuki z naszego rocznika. Trzeba go zaprosić i powiedzieć, żeby zabrał Uchihę. Jak się nie da, to mam plan B.
Jak wymyślił, tak zrobił. Dziesiąty październik nadszedł i wypadł szczęśliwie w sobotę. Dziewczyny zorganizowały jedzenie, panowie alkohol. Impreza miała się odbyć na ich piętrze, bo trudno w pokoju pomieścić tyle osób. Sai miał za zadanie wyciągnąć Naruto z kampusu. Jako że było pięknie, dało się go namówić na wyjście.
Równo o osiemnastej wrócili. Na korytarzu była totalna cisza, jednak solenizant nie zdążył się zdziwić, bo wszyscy w jednym momencie otworzyli drzwi i zaczęli wrzeszczeć: „niespodzianka”. Naruto stał oszołomiony pośrodku tłumu ludzi, wszyscy składali mu życzenia, w tle już grała muzyka, słychać było psyknięcia kapsli.
Chłopak w końcu dopchał się do przyjaciół i z uśmiechem na ustach spojrzał na nich.
- Dzięki. Nie spodziewałem się.
- No o to chodzi w takich imprezach, nie? – roześmiał się Sai i podał mu otwarte piwo. – Twoje zdrowie. Żeby spełniły się twoje marzenia. – Mrugnął do niego i poklepał po ramieniu. – O, Neji! Hej! Tsuki gdzieś tu się kręciła przed chwilą.
- Daj mi najpierw załatwić solenizanta.
- Byle nie na amen – roześmiał się tenże. Przyjął życzenia i prezent - małe pudełko. Gdy Neji odszedł, zachęcony przez Narę otworzył. W środku była kartka.
  
Twoim pierwszym zadaniem dzisiejszego wieczoru
jest przejście korytarza do końca
i znalezienie kolejnego pudełka.

Naruto spojrzał na przyjaciół z powątpiewaniem.
- Na mnie nie patrz, to twój prezent. Idź i szukaj skarbów – powiedział Shikamaru.
- Pomógłbyś, leniu jeden!
- Nie jestem leniwy, tylko energooszczędny, mój drogi – odrzekł Nara i rozsiadł się w fotelu stojącym pod ścianą.
Uzumaki rozejrzał się uważnie po balujących ludziach i ruszył korytarzem. Muzyka cichła. Doszedł do końca korytarza i znalazł pudełko.

A jednak zdecydowałeś się na zabawę.

Naruto przewrócił oczami. Z jednej strony czuł się jak w ukrytej kamerze, a z drugiej - skojarzyło mu się to z horrorem.

Teraz musisz zejść piętro niżej i poszukać pokoju 124.

Ruszył więc dalej. Gdy znalazł się przed drzwiami, zapukał. Cisza. Wszedł powoli. Pusto. Na środku podłogi było kolejne pudełko.

Fajnie, nie? Nie kojarzy Ci się to z horrorem?
„What's in the box?”**

Pięknie, kartki - niespodzianki czytające w myślach.

Teraz wejdź dwa piętra wyżej i rozpakuj swój prezent w pokoju 364.
Jak się da. Wierzę w Ciebie.

Naruto czuł się jak idiota. Ale co? Zgodziłeś się za psa, to szczekaj. Zamknął za sobą drzwi i poszedł na górę. Muzyka już huczała tak, że było słychać na kilku piętrach. Stanął przed kolejnymi drzwiami. Nie wiedział, czemu ale zaczął się czuć jak Alicja w krainie czarów. Muzyka potęgowała to wrażenie. Jeszcze tylko białego króliczka brakuje. Wywrócił oczami i zapukał.


- No i po co ja tam pójdę? – Sasuke bronił się jak mógł.
- Przecież latałeś za nim pół roku, a teraz nagle odpuszczasz? – Hyuugę szlag już trafiał. Coś działo się z jego przyjacielem, a nie mógł rozgryźć co. Milczał, drań jeden.
- Ale już nie latam, jak widać – odwarknął Uchiha.
- Jak chcesz. Ja idę, jakby co, to wiesz gdzie jest impreza – powiedział Neji i wyszedł, zabierając torbę z prezentem.
Cisza, jaka zapadła pogarszała tylko stan jego umysłu. Nie potrafił wyjaśnić przyjacielowi, dlaczego odrzuca Naruto. On by nie zrozumiał. Nie wie, jak to jest stracić osoby, które się kocha. Najpierw rodzice, potem dziewczyna. Czy był jakiś pechowy? Bezpieczniej było nie kochać. Nie wiązał się też na stałe. Preferował czysty seks dla rozładowania napięcia. Bez uczuć, bez strachu, że ktoś umrze, odejdzie, zostawi. Zamienił się w skorupę. Wiedział jednak, że tak nie da się żyć, że ciężko przejść przez życie samemu. Ależ był żałosny. Użalał się nad sobą, jak jakaś baba z opery mydlanej. Zacisnął powieki, ukrył głowę w ramionach i zobaczył roześmianą twarz niebieskookiego demona. Nie miał już siły walczyć, chociaż długo się bronił. Tak dawno tego nie czuł. Chyba czas pójść dalej. Wywrócił oczami na swoje własne myśli. A wszystko przez Hyuugę, zrobił z niego przez te lata jakąś rozmiękłą papkę i usilnie twierdził, że ta papka nazywana jest człowiekiem. Nie wiedział, która wersja jego samego podobała mu się bardziej.
Jego myśli rozproszyło pukanie. Podszedł do drzwi i zamarł, gdy je otworzył. Najpierw rzucił mu się w oczy Naruto, w bardzo interesującej koszulce. Dwie strzałki, jedna w górę z napisem THE MAN i druga w dół - THE LEGEND. Uniósł brew w górę, a wzrok pomknął w dół, gdzie kazała strzałka. Potem usłyszał muzykę. W tle było słychać Jefferson Airplane "White Rabbit".
- Sasuke?
- Naruto?
Powiedzieli jednocześnie i zapatrzyli się na siebie.

Rozpakuj swój prezent w pokoju 364.

Naruto spojrzał na numer na drzwiach – 364. Przez sekundę przebiegło mu przez głowę tysiąc myśli. Przebiła się jedna, nie da draniowi znowu uciec. Potem zrobił krok wprzód i wbrew wcześniejszym obiekcjom, wpił się w wąskie usta, wypuszczając plik kartek, i nogą zatrzaskując drzwi. Sasuke przycisnął go do nich przyłączając do zabawy swój język. Po chwili oderwali się od siebie i spojrzeli sobie w oczy.
- Czy jesteś białym królikiem? – zapytał Naruto cicho w rozchylone usta.
Sasuke spojrzał na niego poważnie.
- Wydaje mi się, że twoja zdolność postrzegania otaczającego cię świata nieco zmalała, Uzumaki. Czy masz problem z nadużywaniem alkoholu? I to w tak młodym wieku? Chociaż, czekaj, powinieneś raczej widzieć białe my…
Naruto z wściekłym prychnięciem złapał go mocno za włosy i przyciągnął do swoich ust. Dłonie Sasuke natychmiast wkradły się pod jego koszulkę. Blondyn poruszył ramionami tak, że Uchiha zrozumiał i ściągnął ją z niego. Zapatrzył się na opalone ciało. Boże, jak on go chciał. Czekał jak kretyn tyle miesięcy, nie wiadomo, po co. Uzumaki oderwał się od drzwi i zaczął pchać go w stronę łóżka, sprawnie ściągając mu koszulę. Położył dłonie na lekko umięśnionym, bladym torsie.
- Naprawdę jesteś biały jak królik. – Uśmiechnął się szeroko i złapał za pasek Uchihy.
Sasuke chwycił jego dłonie.
- Jesteś pewny, że tego chcesz? – zapytał poważnie.
Naruto przewrócił oczami.
- Nie jestem dziewicą chroniącą cnoty do ślubu i nie, na ciążę też cię nie złapię. Daj spokój, jesteśmy facetami – zaśmiał się i odtrącił blade dłonie.
Sasuke znowu ujął ręce Naruto. Starał się jak mógł, by zachować powagę.
- A czy wiesz, co mówią o królikach?
Naruto chwilę zajęło zrozumienie sensu wypowiedzi Uchihy, po czym parsknął śmiechem.
Sasuke, nie tracąc już czasu na przekomarzanie się, pomógł mu pozbyć się spodni, najpierw swoich, potem jego, cały czas nie odrywając od niego ust. Blondyn smakował jak lato. Mógł go całować do końca życia. Chciał to robić.
Gdy pozbyli się reszty ciuchów, Sasuke pchnął go na łóżko i zapatrzył się na jego prężące się ciało. W pewnym momencie zniecierpliwiona, opalona dłoń zacisnęła się na jego karku i przyciągnęła do siebie. Ledwo zdążył zamortyzować upadek, a już czuł usta kochanka. I nie tylko. Jęknął przeciągle, gdy gorąca męskość Naruto otarła się o jego rozpalone ciało. Z jednej strony chciał już w nim być, a z drugiej, chciał przedłużyć ten moment. Zjechał ustami na szyję, palcami zataczając kręgi wokół sutków. Naruto wyprężył się i głośno jęknął. Wplótł palce w czarne włosy i masował głowę, przesuwając delikatnie we wrażliwe miejsce. Sasuke zassał jeden sutek, potem przytrzymał zębami, żeby za chwilę złagodzić językiem i na końcu dmuchnąć chłodnym powietrzem. Uzumaki wariował pod nim. Usta pobawiły się jeszcze drugim sutkiem i potem zsunęły się niżej. Doszły do pępka, żeby język mógł zagłębić się w niego i podrażnić. Potem jeszcze niżej, powoli, tak cholernie powoli. Za wolno.
- Zrób to wreszcie – Naruto jęknął przeciągle, zaciskając dłonie na jego włosach. Gdy w końcu poczuł ciepło wokół penisa, syknął i wygiął plecy.
Sasuke pastwił się nad nim, smakując go powoli, drażniąco.
- Draaaniu – jęczał Uzumaki, wijąc się pod jego dotykiem. Złapał go nagle mocniej za włosy i przyciągnął do swoich ust. Wpił się gwałtownie, przewracając go na plecy. Usiadł na nim okrakiem i poruszając się zaczął drażnić gotową męskość Uchihy. Ten złapał go za pośladki i zaczął poruszać biodrami. Naruto uśmiechnął się lubieżnie. Zsunął głowę w dół i przeszedł tę samą trasę, co jego kochanek wcześniej, zahaczając o nowe rejony. Chciał już go poczuć w ustach. Od razu zassał całą męskość Sasuke i zamruczał. Uchiha, czując wibracje na najwrażliwszej części swojego ciała, wydał nieokreślony dźwięk i chwycił prześcieradło w pięści. Po dłuższej chwili, gdy Sasuke starał się przypomnieć sobie, gdzie się znajduje, Naruto wrócił do jego ust. Gdy się oderwał, powiedział ochrypłym od emocji głosem:
- Teraz nie będę cię smakował, bo nie będzie zabawy. Masz jakiś żel? I gumki?
Sasuke wyciągnął rękę do szafki nocnej i wyjął, co potrzeba. Spojrzał z pożądaniem w niebieskie, zamglone oczy. Przetoczył się na kochanka i ulokował między jego nogami. Nabrał trochę żelu na palce i zagłębił się w niego. Naruto jęknął, spinając się trochę. Sasuke obserwował uważnie jego twarz. Nie pytał, czy miał kogoś. Wyglądało, że raczej tak, ale na wszelki wypadek był ostrożny.
- Sasukeee – jęknął Naruto nagląco. Wiedział, że ich pierwszy raz będzie szybki. Byli za bardzo napaleni na łóżkowe finezje.
Uchiha rozpakował gumkę i sprawnie nałożył. Jednym, płynnym, ale powolnym ruchem wsunął się w chłopaka, który westchnął głośno i zacisnął oczy. Znieruchomieli na chwilę. Twarz Uzumakiego była w tym momencie cudowna. Sasuke, po chwili zaczął się poruszać. Najpierw powoli, z czasem szybciej, powodując coraz głośniejsze jęki. Złapał za męskość blondyna ocierającą się między nimi. Poruszał dłonią w rytm ruchu bioder. Chłopak pod nim szalał z ekstazy. Jaki on był w tym momencie dziki i nieokiełznany. Nagle ciszę w pokoju, przerywaną tylko westchnieniami i cichymi jękami, rozdarł krótki, ochrypły krzyk, a po chwili dołączyło do niego przeciągłe, głośne jęknięcie.
Naruto złapał twarz Sasuke i czułym gestem odkleił kosmyk włosów z jego czoła. Po chwili wpatrywania się w czarne oczy, zatopił swoje usta w wargach kochanka, namiętnie je eksplorując. Ich ciała uspokajały się. Gdy oderwali się od siebie, Sasuke chciał zsunąć się z niego.
- Jeszcze nie. – Naruto przyciągnął go mocno do siebie i poczuł ciężar jego ciała na sobie. Lubił to. – Złapałem królika – zaśmiał się, a oczy mu błyszczały.
- To znaczy, że jesteś moją Alicją? – Sasuke parsknął ironicznym śmiechem i potarł nosem jego policzek.
- Mogę być, kim chcesz. Nawet Szalonym Kapelusznikiem – powiedział z uśmiechem Uzumaki i krótko cmoknął go w usta.
Położyli się obok siebie. Nagle Naruto wstał i podniósł rozrzucone kartki. Znalazł ostatnią.

Gdy już rozpakujesz prezent,
to zajrzyj do szafki obok drugiego łóżka.

Sasuke obserwował kochanka ze zdziwieniem. Chłopak wyciągnął z szafki Nejiego małe pudełko.

Bawcie się dobrze, ja zostanę u Saia.
Spróbujcie to spieprzyć, to Wam nogi z tyłków powyrywamy.
Szczęścia, miłości i dużo dobrego seksu ;P
Neji, Sai i Shika.

Naruto parsknął śmiechem i podał kartki Sasuke. Położył się obok niego i nakrył ich kołdrą.
- Nie wierzę! Zorganizowali imprezę na pół akademika, żeby wrzucić nas do łóżka? –  Sasuke patrzył z niedowierzaniem.
- Myślę, że już na cały, sądząc po odgłosach i głośnej muzyce – roześmiał się Naruto. – Cóż, byłeś trochę oporny w tej kwestii. Uciekałeś przede mną jak jakaś...
W tym momencie zza drzwi dało się słyszeć śpiew kilkunastu zawianych już gości.

Like a virgin
Touched for the very first time
Like a virgin
When your heart beats
Next to mine***

Naruto wprost nie mógł się opanować. Wybuchnął śmiechem i żadne zmrożone spojrzenie nie było w stanie go uciszyć.
- Dziewica mówisz. Ja ci zaraz pokażę dziewicę. – Sasuke przyszpilił go do łóżka, zaatakował usta i nie puszczał, dopóki śmiech nie przerodził się w jęk pożądania.




* Kiedy wszedłeś do środka powietrze uleciało
 I każdy cień wypełnił się zwątpieniem
Nie wiem za kogo się uważasz

Ale zanim noc się skończy
Chcę robić z tobą złe rzeczy

Jestem typem, który siada w jego pokoju
Z chorym sercem i oczami wypełnionymi błękitem
Nie wiem, co ze mną zrobiłeś,
Ale wiem, że to prawda:
Chcę robić z tobą złe rzeczy
Tłumaczenie pobrane ze strony best-translations.blog.onet.pl

** tekst z filmu „Siedem”

*** Madonna „Like a virgin”
Jak pierwszy raz dotknięta dziewica
Jak dziewica
Gdy twe serce bije
Obok mojego.
Tłumaczenie pobrane ze strony tekstowo.pl

KONIEC

środa, 6 lipca 2011

Amor tollit timorem 4/5

Siruwia, Kot – No co ja tu mam Wam napisać, skoro już wiecie i wszystko przewałkowane w świetle latarni… morskiej ;)
Koko – A co przeszkadza tym kuchniom występować dzień po dniu? Historia jest z życia wzięta i mi osobiście to nie przeszkadzało ;)
Co do klimatów mniej lub bardziej odprężających, to właśnie tak chciałam to ukazać. Z jednej strony beztroski czas, a z drugiej stres związany z takimi zajęciami. Widzę, że mi się udało.
W sprawie ckliwości, jakby wszyscy pisali tak samo, to byłoby nudno. Jeden napisze ckliwie, drugi na ostro, trzeci pośrednio i każdy sobie wybiera to, co go interesuje. U mnie są błękitne ślepia ;)
A droga krótka, bo i rozdziałów tylko pięć. Taka przerośnięta miniaturka ;)
Jumii – Wszystko można rozwinąć, ale nie trzeba, bo tu nie chodzi o przedstawienie studiów czy szpitala, tylko relacji między chłopakami. Medycyna jest tłem.
Sai, tak naprawdę rozkręca się w kanonie i ja go już nie postrzegam, tak jak na początku. To że jest emocjonalnym zombie, nie przeszkadza mu mieć specyficznego humoru, który zawsze miał, wystarczy to dostrzec. No może u mnie jest trochę bardziej wyluzowany ;)
A jeśli chodzi o Nejiego, to sama sobie zaprzeczasz, bo on też jest niekanoniczny, a Tobie się podoba ;) Wszystko zależy od punktu widzenia ;)
House, to nie tylko charakter, ale też sposób współpracy. Naruto zaczął dyskusję przy stole, co chłopakom skojarzyło się z organizacją pracy Housa. Obejrzałam raptem trzy odcinki Housa, ale to rzuciło mi się w oczy. Zapewne we wszystkich serialach medycznych tak jest, ale ich nie oglądam, bo mnie nie interesują.
Jeśli chodzi o Sasuke i jego krótkodystansowe związki, to tekst jeszcze się nie skończył i nie wiesz, co będzie dalej ;) Poza tym, każdego krótkodystansowca strzeli kiedyś strzała Amora ;) A miłość od pierwszego wejrzenia istnieje moja droga. Tkwię w takim związku od czternastu lat. Moje męże ujrzało mnie w wieku 16 lat, ja miałam 19 i czekał, aż też go dojrzę w TEN sposób, co uczyniłam cztery lata później ;)
Oczy, motylki… Patrz wytłumaczenie przy Koko. Poza tym, bez przesady, aż takiego lukru nie ma ;) Każdy zwraca na coś uwagę przy pierwszym spotkaniu, a że Naruto ma te oczyska takie a nie inne, to wypadło na nie.
Zwłoki – a dlaczegóż to Naruto ma nie przeszkadzać to słowo? Tylko dlatego, że jest na medycynie? Każdy ma jakiegoś bzika ;) Ja jestem krawcową, a nie lubię prasować, śmieszne prawda? To samo z oczami w słoiku, jednego rozśmieszy, a innego oburzy.
A Naruto, płaczliwej pierdoły nie cierpię i w życiu bym nie napisała go w ten sposób. Takie teksty omijam bardzo szerokim łukiem.
Nie obrażam się, każdy ma prawo do własnego zdania, tak jak ja do swojej wizji ^^
Zgred – Komentarz wcale nie jest krótki i dziękuję za dobre słowo :* Nie pisałam, bo nie wiedziałam, że jestem w stanie ;) Podziękowania wysyłajcie do Sanu, która mnie przycisnęła ;D
Dee – zabiłaś mnie Hinatą, która nie przeżyje nocy poślubnej :D W sumie jest to plan na uszczęśliwienie jej a przy okazji pozbycie się ;D Wtedy Sasuke miałby drogę wolną. I też kocham radosnego Naruto :)
Dream – przyznaję, Neji mi się wyrwał. Ale co tam, pierwsze koty za płoty ;) Mam nadzieję, że uda mi się przekazać relacje chłopców, mimo małej ilości rozdziałów.
Anonim – cieszę się, że Ci się podoba, a rozdział już leci ;)

Beta – Sanu i Kot, za co bardzo Wam dziękuję :*
Kocie, dla Ciebie dodatkowe buziaki za bycie red bullem ;D

No to lecimy z sałatką pomidorową ;)



Amor tollit timorem
(łac. Miłość usuwa strach)


4.
Wiem potrzebujesz tego czego ja
Nigdy mogę Ci nie dać
Nie dlatego że nie chcę Ci dać
A dlatego że sam tego nie mam
Najgorsze jest jednak to
Twoje rozczarowanie
Wiem zapomniałem Ci powiedzieć że
Jestem zakochany
Myslovitz - Alexander

- W średniowieczu na medycynę i jej rozwój znaczący wpływ miał Kościół. Ludzie wierzyli, że przyczyną chorób jest np. magia. Istniało wiele mitów i legend, dotyczących przenoszenia się chorób zakaźnych. Przykładowo dżuma została sprowadzona przez grajka, który zaczarował szczury swoim fletem...*  – Fumiaki produkował się zza swojego biurka.
Naruto starał się robić notatki, ale myśli za bardzo biegały mu po głowie. Wiedział, że Shikamaru się domyślił. To było widać. Nie wiedział, co ma teraz zrobić. Przyjaciel był typem człowieka, który nie będzie go teraz zamęczał pytaniami, będzie za to obserwował. To chyba jeszcze gorsze. Kiba załatwił sprawę krótko. Trochę boleśnie, ale w tydzień było po sprawie. W tym przypadku wiedział, że będzie musiał pójść do Nary i powiedzieć. Chciał się komuś zwierzyć, nie mógł już siedzieć z tym sam. Czuł, że chłopak go nie odrzuci i nie wyszydzi.
- Na następne zajęcia proszę przygotować krótki referat o medycynie w średniowieczu. Nie chcę rozwlekłych elaboratów i lania wody. Ma być krótko i treściwie. Dziękuję państwu za uwagę. – Profesor zebrał swoje rzeczy i wyszedł. Po kilku sekundach rozbrzmiał dzwonek.
Gdy Shikamaru zaczął chować zeszyt do torby, usłyszał za sobą chrząknięcie.
- Możemy pogadać? – Za nim stał zmieszany Uzumaki i patrzył w dół.
- Wiesz, że nie musisz mi się z niczego tłumaczyć. To twoje prywatne życie, nie masz obowiązku… – mówił Nara patrząc na niego.
- Ale chcę. – Teraz Naruto spojrzał mu w oczy.
Uzumaki wybrał odpowiedni czas. Teraz mieli dwugodzinne okienko. Wzięli coś do jedzenia i poszli do parku. Gdy już rozsiedli się na trawie zaczął mówić.
- Dzięki za tamto. Zupełnie nie wiedziałem, co mam powiedzieć. – Zaśmiał się zakłopotany. – Cóż, nie będę tu czarował. Jestem gejem. Jak chcesz możesz uciekać. – Spojrzał mu spokojnie w oczy.
- Nie mam zamiaru przed tobą uciekać – odpowiedział Shikamaru i uśmiechnął się pokrzepiająco. – Więc upatrzyłeś sobie naszego księcia prosektorium. – To nie było pytanie. Uzumaki westchnął i pokiwał głową.
- Ale lubisz sobie utrudniać życie. Nie ma nikogo łatwiejszego do zdobycia? Dobrze, że macie przynajmniej wspólne zainteresowania, chirurgia dziecięca. Dobre na początek. – Mrugnął do niego.
- Lubię wyzwania. – Blond wariat wyszczerzył się. Ulżyło mu. Cieszył się, że trafił na Shikamaru. W zasadzie Saiowi też powinien powiedzieć. Miał trochę obaw, w końcu dzielił z nim pokój. Nie wiedział jak on zareaguje na takie rewelacje.
- Skąd pewność, że on też jest gejem? – Nara zadał nurtujące go pytanie. – Raczej nie wygląda.
- A ja wyglądam? – Naruto zaśmiał się, a przyjaciel musiał mu przyznać rację. – Nie wiem. Z jego zachowania wobec mnie wywnioskowałem, że tak.
- Myślę, że Saiowi też możesz powiedzieć. Nie jest głupi i zapewne też się domyślił. Od kiedy wiesz?
Naruto spojrzał w niebo i zaczął opowiadać. Nie zauważył, że podszedł do nich Satoshi. Powiedział o tym jak Kiba go uświadomił. Potem jak dowiedziała się matka. Z trudem mówił o swojej reakcji na Sasuke. Na końcu zdecydował się powiedzieć o ojcu. A co tam. Jak był szczery to na całej linii.
- No nie gadaj, że jesteś synem Namikaze Minato! – wykrzyknął Sai.
Naruto poderwał gwałtownie głowę i obejrzał za siebie.
- Tylko to cię ruszyło w całej opowieści? – zapytał zdziwiony.
- A co myślałeś, że zacznę wyzywać cię od zboczeńców i wywalę z pokoju? Wielkie halo. Gadaj, co z tym ojcem – ponaglił go współlokator niecierpliwie.
- Skąd go znasz? – zapytał Naruto zdziwiony.
- Znacie – włączył się do rozmowy Nara. – Przecież jest znanym profesorem tej uczelni. Czytałem jego publikacje i słuchałem wykładów zanim zdecydowałem się, którą uczelnię wybrać. Niesamowity facet.
- To prawda. – Naruto uśmiechnął się smutno. – Zginął w wypadku. Miałem sześć lat, dlatego pamiętam go jak przez mgłę. Resztę z opowiadań mamy, ze zdjęć i filmów. Był bardzo pogodnym człowiekiem. Jak tylko zarejestrowałem swoim umysłem, że jest lekarzem, też chciałem nim zostać. I tak oto siedzę tu z wami.
- A dlaczego masz na nazwisko Uzumaki? – spytał Sai.
           - Moi dziadkowie nie byli zbyt zadowoleni, że moja mama puściła się – Naruto, mówiąc to zrobił w powietrzu znak cudzysłowu – jak to nazwali, z jakimś podrzędnym lekarzem w szpitalu. Jak się jeszcze okazało, że jest w ciąży, to był dramat. Bez ślubu, ciąża, co sąsiedzi powiedzą – skrzywił się.
           - Przecież był już znanym profesorem i świetnym chirurgiem. Był dla wielu przykładem. A na studiach był młodym geniuszem. – Shikamaru nie mógł się nadziwić głupocie tych ludzi.
- Dziadek pochodzi z bardzo tradycyjnego i starego rodu. Moja mama powinna najpierw wyjść za mąż i potem dopiero rodzić dzieci. Nie mówiąc już o tym, że rodzice powinni najpierw zaakceptować przyszłego zięcia. Woleli, żebym miał nazwisko rodowe, niż nieślubnego ojca. Takie pierdoły. Wracając, kiedy mój tata dowiedział się o ciąży, zabrał mamę do siebie. Ale nazwisko dostałem po mamie, ku ogólnej radości i pokojowi na świecie. Tak przeżyliśmy sześć lat. Tu w Tokio. – Uśmiechnął się na zdziwienie przyjaciół. – Po śmierci ojca, moja mama wróciła do Osaki, do rodziców. Nie chciała tu zostać, bo wszystko przypominało jej Minato.
- No to teraz już bez żadnego ale zasługujesz na tego Housa, panie Namikaze – roześmiał się Sai.
Czas okienka już prawie minął i zaczęli się zbierać. Gdy Naruto podniósł się i rozejrzał, napotkał dwa węgle wpatrzone w siebie. „Kurwa!” Zaklął w myślach. „Ile Uchiha usłyszał?” Gdy pozostała dwójka zobaczyła reakcję kolegi, spojrzeli w tę samą stronę. Zaklęli w myślach tak samo. Sasuke kiwnął im głową z lekkim uśmiechem na ustach i poszedł w swoją stronę.
- Ile usłyszał? – Sai wyraził głośno to, co kołatało się po głowie Naruto.
- Jakieś pięć minut temu rozglądałem się dookoła, to jeszcze go nie było. Mógł usłyszeć tyko to, co mówiłeś o swoim ojcu. – Nara jeszcze chwilę analizował sytuację.
- To nie byłby dramat. I tak pewnie kiedyś by się dowiedział. Mam nadzieję, że tylko to usłyszał. – Bał się mieć nadzieję. Najgorsze było to, że teraz mieli prosektorium.

Gdy przebrali się w fartuchy, stanęli pod drzwiami i czekali. Po chwili przyszła profesor Tsunade z Uchihą przy boku. Towarzystwo rozstąpiło się. Dwójka stanęła przy drzwiach. Naruto nie patrzył na Sasuke. Przynajmniej się starał.
- Minęło pół roku waszej nauki w prosektorium. Poznaliście podstawy. Dzisiaj będą pierwsze zajęcia, na których każda grupa dostanie ciało do badania. – Tsunade mówiła spokojnym głosem. Po jej słowach rozległ się szum. – Spokój!
- Przy waszych miejscach pracy znajdują się rękawiczki i instrumenty medyczne. Nie ruszajcie ich na razie. – Tym razem odezwał się Sasuke i otworzył drzwi.
Gdy zaczęli wchodzić do sali, Naruto wydawało się, że jest chłodniej niż na poprzednich zajęciach. Czuć też było większą wilgoć i bardziej intensywny zapach formaliny.
- Jak pewnie zauważyliście temperatura jest niższa niż zazwyczaj. W pomieszczeniu jest około osiemnastu stopni. Gdy pracujemy z ciałami, staramy się utrzymać jak najniższą temperaturę, żeby posłużyły nam jak najdłużej. Podejdźcie do swoich stołów.
Naruto spojrzał na swój. Leżała na nim kobieta w średnim wieku. Coś ścisnęło go w gardle, gdy pomyślał, że pewnie zostawiła męża, może jakieś dzieci, rodzinę. Zamknął oczy i starał się oczyścić umysł z takich myśli. Profesorowie powtarzali im, że mają się zdystansować, podejść do tego profesjonalnie. Ale jak tu nie myśleć o tych ludziach?
Gdy starał się uspokoić, poczuł na ramieniu ciężar ciepłej dłoni. Drgnął i spojrzał na źródło ciepła. Obok stał Sasuke.
- Nie myśl tyle, to nie pomoże – powiedział cicho.
- Wiem, staram się, ale to samo przychodzi. – Naruto potrząsnął głową, jakby ten gest miał mu pomóc.
- Każdy musi przez to przejść. Inni przechodzą to lżej, inni ciężej.
- A ty? Jak ty to przeszedłeś panie idealny? – zapytał z lekką ironią Uzumaki.
Sasuke spojrzał mu w oczy, a ironiczny uśmiech spłynął z ust Naruto.
- Może kiedyś ci powiem – odpowiedział poważnie i odszedł.
- Co on od ciebie chciał? – zapytał Shikamaru.
- Szczerze, to nie wiem. Wygląda jakby chciał mnie pocieszać i zbierać do kupy – powiedział Uzumaki z namysłem i podszedł wolnym krokiem jeszcze bliżej stołu.
- To chyba dobrze, nie? – wtrącił Sai. – Powinieneś coś przedsięwziąć, House.
Naruto wywrócił oczami. Dopiero co dowiedzieli się, że ma oko na Uchihę, a już nie dawali mu spokoju i mówili, że powinien się z nim umówić. Już zaczynał żałować, że im powiedział, a minęła raptem godzina.
Faktem było, że Sasuke potrafił go rozproszyć. Znowu przestał myśleć, gdzie jest. Natomiast dziewczyny były blade i raczej wyglądały na doskonale orientujące się, gdzie i po co są.
Gdy Tsunade zarządziła pierwsze ćwiczenia Naruto był skupiony i już o niczym innym nie myślał. Spojrzał raz na Sasuke i posłał mu delikatny uśmiech, na który dostał odpowiedź. Uchiha natomiast cieszył się w duchu, że znowu mu się udało. Czuł, że jest w stanie wiele dla niego zrobić. Naruto, tak jak kiedyś Neji, zaczął załazić mu za skórę. Nie wiedział jeszcze, co z tym zrobić. Z zadumy wyrwała go wrzawa. Zdążył tylko zobaczyć blondyna wychodzącego szybkim krokiem z sali. Rozejrzał się zdezorientowany. Przy czwartym stole brakowało Sakury.
- Sasuke, idź za nim, może będzie potrzebował pomocy – zarządziła Tsunade.
- … ona żyła. No zobacz, przecież to była młoda kobieta. I co? Mam teraz wziąć skalpel i ją pociąć? – Sakura trzymała się kurczowo fartucha Naruto i płakała.
Na taki obrazek natknął się Uchiha, jak wyszedł do holu. Stanął z boku, żeby nie było go widać. Wiedział jak Sakura reaguje na jego obecność.
- Nie płacz Sakura. Dzięki takim osobom, jak ta kobieta możemy się kształcić na świetnych lekarzy. Wiesz, że był moment, kiedy zrezygnowali z tych praktyk? Stwierdzili, że komputery wystarczą. Ale niestety lekarze po ukończeniu takich studiów popełniali więcej błędów, więc powrócili do pracy na żywych yyy znaczy… No na ciałach. – Uzumaki starał się odciągnąć myśli, chociaż wiedział, że to, co mówi to same banały. – Mi też nie jest lekko.
- Nie, ty jesteś silny. Radzisz sobie tak dobrze ze wszystkim. Ja się nie nadaję.
- Nadajesz się. To są dopiero pierwsze zajęcia. Nie jesteś pierwsza i ostatnia. Chodź, zaprowadzę cię do łazienki. Opłuczesz twarz, doprowadzisz się do porządku i będziesz śliczna. – Naruto zasłodził tak, że Sasuke ukryty za rogiem przewrócił oczami. Ale poskutkowało. Sakura uspokoiła się i uśmiechnęła.
Gdy blondyn czekał na nią przed łazienką, podszedł do niego Uchiha.
- No nieźle sobie z nią poradziłeś.
- Słyszałeś wszystko i nie pomogłeś? – zapytał z wyrzutem. – Tobie wychodzi lepiej stawianie do pionu.
- Nie w przypadku Haruno. Nieważne. – Sasuke podszedł bliżej młodszego chłopaka. Ich klatki piersiowe prawie się dotykały. Naruto patrzył spokojnie w czarne studnie. – Więc jesteś synem Namikaze. – Spojrzał na włosy, potem w oczy. – Jesteś do niego bardzo podobny. Tak mi się wydawało, że skądś cię znam.
- Czy wszyscy go znają? – Naruto upajał się jego zapachem.
- Raczej tak. – Sasuke podniósł dłoń i złapał kosmyk jasnych włosów. – Był świetnym profesorem. Tak słyszałem.
Naruto tkwił przy ścianie i prawie nie oddychał. Nie mógł oderwać wzroku od oczu bruneta. Wydawało mu się, że węgiel żarzy się czerwienią. Czyżby to było... Nagle zza drzwi dał się słyszeć szum wody w umywalce. Czar prysł, Sasuke odsunął się z chrząknięciem.
- Raczej sobie poradzisz. – Nie patrząc więcej na Naruto odszedł korytarzem w stronę sali.
- Naruto, coś się stało? Jakoś dziwnie wyglądasz – zapytała Sakura zaniepokojonym głosem.
- Dziwnie? – Chłopak był wyraźnie nieobecny.
- Wyglądasz jakby ci ktoś zabrał ulubiony samochodzik – uśmiechnęła się dziewczyna.
Naruto ocknął się z otępienia i spojrzał na nią zmieszany.
- Samochodzik?
- No wiesz, jak się dziecku zabierze zabawkę, to ma taką minę, jaką ty właśnie zrobiłeś. Nieważne. Możemy wracać. I dziękuję ci. – Sakura trochę zmieniła nastawienie do kolegi z grupy.
- Nie ma sprawy. Moja koszula przyjmuje niezliczone ilości łez. – Mrugnął i ruszył przed siebie.
Reszta zajęć przebiegła już spokojnie. Naruto starał się złapać wzrok Uchihy, lecz było ciężko. Gdy skończyli, Sasuke wyszedł jako pierwszy, nie patrząc nawet w stronę blondyna.
- Coś ty mu zrobił? – Sai w końcu mógł zadać nurtujące go pytanie.
- Nic. – Naruto zbył go.
- Taaa jasne. Wrócił do sali i wyglądał jakby ktoś mu misia zabrał.
- Co wy macie z tymi zabawkami? – odwarknął Uzumaki i przyśpieszył kroku.
Sai chciał już pobiec za nim, ale Nara go zatrzymał.
- Zostaw go. Widać, że coś się wydarzyło. I tak przyjdzie do nas. – Uśmiechnął się chytrze.
Lecz Uzumaki nie przyszedł. Od tamtego czasu chodził zły. Uchiha go unikał. A jak już z nim rozmawiał na zajęciach, to zachowywał dystans. Nie wiedział, o co mu chodzi. Najpierw go podrywał, a potem wycofał się. Nie miał teraz czasu, żeby o nim myśleć. Jeśli chciał mieć wysokie oceny musiał się przyłożyć do nauki.

* Historia medycyny – Wikipedia