piątek, 11 listopada 2011

Forum

Drodzy Czytacze
Jak już zapewne zauważyliście, forum sasunaru przeszło odnowę biologiczną i przeistoczyło się w forum literackie. Wiele blogów zostało już zawieszonych na tę okoliczność i ja również tam się przenoszę. Jeśli macie ochotę na moje dalsze pisactwo, to zapraszam na stronę sasunaru.pl
Pozdrawiam i zapraszam do naszego przytułku :D
Daimon

niedziela, 24 lipca 2011

Amor tollit timorem 5/5

Maxiii – dziękuję za dobre słowo. Każdy komentarz jest mile widziany :)
Ikuko – w świecie hetero, nie trzeba mówić, że jest się hetero, tym bardziej ze strachem. Ale niestety heterycy różnie reagują na inną orientację seksualną niż ich jedyna i słuszna, w ich mniemaniu. Nie mam doświadczeń osobistych w tej kwestii, gdyż jestem hetero i opieram się jedynie na przeczytanych forach w tym temacie. I nie, nie są to fora yaoi, ale zwyczajnych ludzi opisujących własne problemy. Miałam również znajomych, którym nie było lekko w życiu i nie rozpowiadali na prawo i lewo o swojej orientacji, gdyż bali się opinii innych. Wiadomo, jacy są ludzie. Nawet w Japonii pary homoseksualne nie są do końca dobrze postrzegane. W niektórych kręgach występuje nacisk na posiadanie żony, męża, dzieci, a po zamknięciu drzwi możesz robić co chcesz, byle nie rzucać się z tym w oczy. Nie są to wiadomości wyssane z palca. Czytałam kilka artykułów na ten temat.
Dream – Sasuke jest trudny do okiełznania, wyrywa mi się, ale się staram. Mam nadzieję, że z w miarę dobrym skutkiem ;) A Naruto? No jak mogę z mojego kochanego Naruto zrobić idiotę ;) W kanonie nie jest, to i tu nie będzie.
Nie wiem czemu irytuje Cię Shika. Dobry chłopak z niego ;)
No oczywiście, że happy end, nie byłabym w stanie napisać niczego innego. Radosny człowiek jestem ^^
Siruwia i Kot – czekajcie, czekajcie, czekajcie, a będzie Wam dane ^^
Revira – Nie studiuję medycyny, ale przestudiowałam googla ;) Naprawdę tam można znaleźć wszystko. Pewnie student medycyny by mnie zbluzgał, ale ile mogłam tyle dałam radę ;) I tak, mam plan :)
Dee – Jak za bardzo ściśniesz sznur, to się nie ruszą. Zrób kokardkę, żeby łatwo mogli rozwiązać ;) Taaak, w takiej studni można się topić ;)
Anonim I – no bardzo się cieszę, że podobał Ci się brak przecinków. Mam nadzieję, że nie zawiodę Cię w kolejnym rozdziale ;) A do węgla i studni dorzucam króliczka i smak lata ;D Na pewno Ci się spodoba. „Podobał mi się Satoshi z Girugamesh”, no patrz, tego nie znam, ale znam Satoshi Hino.
Anonim II – cieszę się, że się podoba :)

I dobrnęliśmy do końca historii. Bardzo dziękuję wszystkim za komentarze i całej reszcie za klikanie w małe kwadraciki ;) To się również dla mnie liczy, bo wiem, że gdzieś tam jesteście i czytacie. Mało tego, nawet uważacie za fajne :)
Mam nadzieję, że nie zawiodę Was w ostatnim rozdziale.
Siruwia, dziękuję za porady przy tym rozdziale :*
A przede wszystkim dziękuję Sanu, która popchnęła mnie do tego czynu i trzymała pieczę nad całością :*
Zapraszam :)


Amor tollit timorem
(łac. Miłość usuwa strach)


5.
When you came in the air went out.
And every shadow filled up with doubt.
I don't know who you think you are,
But before the night is through,
I wanna do bad things with you.

I'm the kind to sit up in his room.
Heart sick an' eyes filled up with blue.
I don't know what you've done to me,
But I know this much is true:
I wanna do bad things with you.
Jace Everett - Bad Things*

Naruto wpadł w wir nauki. Coraz więcej osób kojarzyło go z ojcem, co od razu podnosiło mu poprzeczkę. Ale nie martwił się, wiedział, że temu podoła. Problemem był jednak Uchiha, który spędzał mu sen z powiek. Nie mógł wyrzucić go z głowy, chociaż bardzo się starał. Drań, przestał zwracać na niego uwagę. Nie wiedział, co ma z tym teraz zrobić. Zastanawiał się, czy się nie pomylił. Może jednak źle odczytał jego intencje? Nie, niemożliwe, zawsze potrafił wyczuć chłopaków, którzy się nim interesowali i którymi sam był zainteresowany. No raz nie trafił. Zagadał w pubie do chłopaka, który totalnie nie wyłapał zamiarów Naruto i całkowicie dał się wciągnąć w bardzo interesującą rozmowę. Otrzeźwienie nadeszło razem z jego dziewczyną, która zorientowała się, że jakiś blondyn podrywa jej faceta. Kiba długo mu wypominał pomyłkę, zalewając się łzami ze śmiechu. Ale Sasuke? Nie, nie mógł być pomyłką. Nikt bez powodu nie chucha komuś w kark czy ucho, nie zbliża się na odległość centymetra i nie łapie kosmyków włosów. Nie mówiąc o innych drobnych gestach, rozmowach czy spotkaniach, podobno przypadkowych. Tak, Naruto był niesamowicie wściekły. Nie raz próbował złapać Sasuke przed zajęciami, po zajęciach, w jadalni, ale ten ciągle mu się wymykał. Owszem, rozmawiał z nim, ale nie było już tego napięcia. Jakby oddzielała ich lodowa ściana. Kiba poddawał mu różne pomysły, w większości absurdalne, jak zamknięcie się z nim w prosektorium, oczywiście przypadkiem, potknięcie się i wpadnięcie w te silne ramiona, które tak nieziemsko… Naruto miał ochotę w takich momentach rzucić telefonem o ścianę, bo nie mógł Kibą. Inuzuka po drugiej stronie zaśmiewał się do łez i w końcu go pocieszał, że Sasuke na pewno zorientuje się, jakie ciacho ma pod ręką i się nim odpowiednio zajmie. Po tego typu słowach Naruto nie wytrzymywał i poddawał się głupawce razem z przyjacielem. Bardzo mu go brakowało.
            Na miejscu miał Shikamaru i Saia. Czuł, że go obserwują i wiedział, że czekają, aż do nich przyjdzie. Ale po co? Co miał im powiedzieć? Że mu źle? Że tęskni? Niby nic wielkiego nie zdarzyło się między nim a Sasuke. Jakby ktoś popatrzył na to z boku, to była tylko zwyczajna znajomość i pomoc starszego kolegi na zajęciach. Ale Naruto wiedział, że było coś więcej. Od początku ich znajomości czuł napięcie, wręcz naelektryzowane powietrze, jak tylko zbliżali się do siebie.
           
Pamiętał, jak kiedyś wybrał się z kumplami na koncert, umówił się z nimi po zajęciach w prosektorium. Widział kątem oka Uchihę i widział też, że ten go obserwuje. To był świetny wieczór, wyskakali się, zdarli gardła od śpiewu, a w przerwie Naruto miał dodatkową atrakcję w postaci Uchihy, który podszedł do niego, gdy stał w kolejce przy barze. Wepchnął się przed niego, kupił dwa piwa i wzrokiem nakazał iść za sobą. Naruto odszukał przyjaciół i na migi pokazał, że na chwilę wychodzi. Miał tylko nadzieję, że nie widzieli z kim. Sasuke zaprowadził go do drugiej części knajpy, gdzie wręczył Naruto piwo.
- Wiesz, że nie powinienem pić alkoholu?
- Wyglądasz na więcej lat niż masz.
- Sugerujesz, że wyglądam staro?
Naruto z uśmiechem na twarzy przypomniał sobie tę rozmowę. Dopili wtedy piwo rozmawiając o muzyce. Tak zwyczajnie. To było raptem dziesięć minut i Sasuke zniknął. Naruto został z pustą butelką i pustką w głowie. Zastanawiał się, czy to się naprawdę wydarzyło, czy może przysnął.
Wiele było sytuacji, w których Naruto chciał zrobić krok w stronę Sasuke, ale obawiał się tego. Uchiha mimo wszystko wzbudzał respekt swoją postawą i Uzumaki jakoś nie potrafił wyobrazić sobie, że pierwszy rzuca się na niego. A teraz nie wiedział, na czym stoi. Uchiha go unikał, chociaż wydawało mu się, że widzi czasem jego spojrzenia na sobie. Shikamaru też często mówił mu, że jego prywatny absztyfikant bacznie go obserwuje. Naruto najchętniej podszedłby do Sasuke, pocałował go tak po prostu i czekał na reakcję. Nie zrobił tego jednak, a życie toczyło się dalej.

Po deszczowych porach przyszła piękna i słoneczna jesień. Sai dowiedział się, że Naruto ma w październiku urodziny. Postanowili z Narą zorganizować mu imprezę niespodziankę.
- Jasne, Sai, najpierw musiałbyś go uśpić, potem przebrać w stringi, przewiązać czerwoną wstążką i wsadzić do tego tortu. Aha, jeszcze wygonić gości, bo przecież nie chcemy, żeby nasz przyjaciel miał problemy z powodu swojej orientacji.
- Shika, uważaj, żebyś się nie zmęczył tak długą przemową – Sai zaśmiał się.
- Skoro on go unika, to raczej nie będzie chciał przyjść. Trzeba podstępem. Neji upatrzył sobie Tsuki z naszego rocznika. Trzeba go zaprosić i powiedzieć, żeby zabrał Uchihę. Jak się nie da, to mam plan B.
Jak wymyślił, tak zrobił. Dziesiąty październik nadszedł i wypadł szczęśliwie w sobotę. Dziewczyny zorganizowały jedzenie, panowie alkohol. Impreza miała się odbyć na ich piętrze, bo trudno w pokoju pomieścić tyle osób. Sai miał za zadanie wyciągnąć Naruto z kampusu. Jako że było pięknie, dało się go namówić na wyjście.
Równo o osiemnastej wrócili. Na korytarzu była totalna cisza, jednak solenizant nie zdążył się zdziwić, bo wszyscy w jednym momencie otworzyli drzwi i zaczęli wrzeszczeć: „niespodzianka”. Naruto stał oszołomiony pośrodku tłumu ludzi, wszyscy składali mu życzenia, w tle już grała muzyka, słychać było psyknięcia kapsli.
Chłopak w końcu dopchał się do przyjaciół i z uśmiechem na ustach spojrzał na nich.
- Dzięki. Nie spodziewałem się.
- No o to chodzi w takich imprezach, nie? – roześmiał się Sai i podał mu otwarte piwo. – Twoje zdrowie. Żeby spełniły się twoje marzenia. – Mrugnął do niego i poklepał po ramieniu. – O, Neji! Hej! Tsuki gdzieś tu się kręciła przed chwilą.
- Daj mi najpierw załatwić solenizanta.
- Byle nie na amen – roześmiał się tenże. Przyjął życzenia i prezent - małe pudełko. Gdy Neji odszedł, zachęcony przez Narę otworzył. W środku była kartka.
  
Twoim pierwszym zadaniem dzisiejszego wieczoru
jest przejście korytarza do końca
i znalezienie kolejnego pudełka.

Naruto spojrzał na przyjaciół z powątpiewaniem.
- Na mnie nie patrz, to twój prezent. Idź i szukaj skarbów – powiedział Shikamaru.
- Pomógłbyś, leniu jeden!
- Nie jestem leniwy, tylko energooszczędny, mój drogi – odrzekł Nara i rozsiadł się w fotelu stojącym pod ścianą.
Uzumaki rozejrzał się uważnie po balujących ludziach i ruszył korytarzem. Muzyka cichła. Doszedł do końca korytarza i znalazł pudełko.

A jednak zdecydowałeś się na zabawę.

Naruto przewrócił oczami. Z jednej strony czuł się jak w ukrytej kamerze, a z drugiej - skojarzyło mu się to z horrorem.

Teraz musisz zejść piętro niżej i poszukać pokoju 124.

Ruszył więc dalej. Gdy znalazł się przed drzwiami, zapukał. Cisza. Wszedł powoli. Pusto. Na środku podłogi było kolejne pudełko.

Fajnie, nie? Nie kojarzy Ci się to z horrorem?
„What's in the box?”**

Pięknie, kartki - niespodzianki czytające w myślach.

Teraz wejdź dwa piętra wyżej i rozpakuj swój prezent w pokoju 364.
Jak się da. Wierzę w Ciebie.

Naruto czuł się jak idiota. Ale co? Zgodziłeś się za psa, to szczekaj. Zamknął za sobą drzwi i poszedł na górę. Muzyka już huczała tak, że było słychać na kilku piętrach. Stanął przed kolejnymi drzwiami. Nie wiedział, czemu ale zaczął się czuć jak Alicja w krainie czarów. Muzyka potęgowała to wrażenie. Jeszcze tylko białego króliczka brakuje. Wywrócił oczami i zapukał.


- No i po co ja tam pójdę? – Sasuke bronił się jak mógł.
- Przecież latałeś za nim pół roku, a teraz nagle odpuszczasz? – Hyuugę szlag już trafiał. Coś działo się z jego przyjacielem, a nie mógł rozgryźć co. Milczał, drań jeden.
- Ale już nie latam, jak widać – odwarknął Uchiha.
- Jak chcesz. Ja idę, jakby co, to wiesz gdzie jest impreza – powiedział Neji i wyszedł, zabierając torbę z prezentem.
Cisza, jaka zapadła pogarszała tylko stan jego umysłu. Nie potrafił wyjaśnić przyjacielowi, dlaczego odrzuca Naruto. On by nie zrozumiał. Nie wie, jak to jest stracić osoby, które się kocha. Najpierw rodzice, potem dziewczyna. Czy był jakiś pechowy? Bezpieczniej było nie kochać. Nie wiązał się też na stałe. Preferował czysty seks dla rozładowania napięcia. Bez uczuć, bez strachu, że ktoś umrze, odejdzie, zostawi. Zamienił się w skorupę. Wiedział jednak, że tak nie da się żyć, że ciężko przejść przez życie samemu. Ależ był żałosny. Użalał się nad sobą, jak jakaś baba z opery mydlanej. Zacisnął powieki, ukrył głowę w ramionach i zobaczył roześmianą twarz niebieskookiego demona. Nie miał już siły walczyć, chociaż długo się bronił. Tak dawno tego nie czuł. Chyba czas pójść dalej. Wywrócił oczami na swoje własne myśli. A wszystko przez Hyuugę, zrobił z niego przez te lata jakąś rozmiękłą papkę i usilnie twierdził, że ta papka nazywana jest człowiekiem. Nie wiedział, która wersja jego samego podobała mu się bardziej.
Jego myśli rozproszyło pukanie. Podszedł do drzwi i zamarł, gdy je otworzył. Najpierw rzucił mu się w oczy Naruto, w bardzo interesującej koszulce. Dwie strzałki, jedna w górę z napisem THE MAN i druga w dół - THE LEGEND. Uniósł brew w górę, a wzrok pomknął w dół, gdzie kazała strzałka. Potem usłyszał muzykę. W tle było słychać Jefferson Airplane "White Rabbit".
- Sasuke?
- Naruto?
Powiedzieli jednocześnie i zapatrzyli się na siebie.

Rozpakuj swój prezent w pokoju 364.

Naruto spojrzał na numer na drzwiach – 364. Przez sekundę przebiegło mu przez głowę tysiąc myśli. Przebiła się jedna, nie da draniowi znowu uciec. Potem zrobił krok wprzód i wbrew wcześniejszym obiekcjom, wpił się w wąskie usta, wypuszczając plik kartek, i nogą zatrzaskując drzwi. Sasuke przycisnął go do nich przyłączając do zabawy swój język. Po chwili oderwali się od siebie i spojrzeli sobie w oczy.
- Czy jesteś białym królikiem? – zapytał Naruto cicho w rozchylone usta.
Sasuke spojrzał na niego poważnie.
- Wydaje mi się, że twoja zdolność postrzegania otaczającego cię świata nieco zmalała, Uzumaki. Czy masz problem z nadużywaniem alkoholu? I to w tak młodym wieku? Chociaż, czekaj, powinieneś raczej widzieć białe my…
Naruto z wściekłym prychnięciem złapał go mocno za włosy i przyciągnął do swoich ust. Dłonie Sasuke natychmiast wkradły się pod jego koszulkę. Blondyn poruszył ramionami tak, że Uchiha zrozumiał i ściągnął ją z niego. Zapatrzył się na opalone ciało. Boże, jak on go chciał. Czekał jak kretyn tyle miesięcy, nie wiadomo, po co. Uzumaki oderwał się od drzwi i zaczął pchać go w stronę łóżka, sprawnie ściągając mu koszulę. Położył dłonie na lekko umięśnionym, bladym torsie.
- Naprawdę jesteś biały jak królik. – Uśmiechnął się szeroko i złapał za pasek Uchihy.
Sasuke chwycił jego dłonie.
- Jesteś pewny, że tego chcesz? – zapytał poważnie.
Naruto przewrócił oczami.
- Nie jestem dziewicą chroniącą cnoty do ślubu i nie, na ciążę też cię nie złapię. Daj spokój, jesteśmy facetami – zaśmiał się i odtrącił blade dłonie.
Sasuke znowu ujął ręce Naruto. Starał się jak mógł, by zachować powagę.
- A czy wiesz, co mówią o królikach?
Naruto chwilę zajęło zrozumienie sensu wypowiedzi Uchihy, po czym parsknął śmiechem.
Sasuke, nie tracąc już czasu na przekomarzanie się, pomógł mu pozbyć się spodni, najpierw swoich, potem jego, cały czas nie odrywając od niego ust. Blondyn smakował jak lato. Mógł go całować do końca życia. Chciał to robić.
Gdy pozbyli się reszty ciuchów, Sasuke pchnął go na łóżko i zapatrzył się na jego prężące się ciało. W pewnym momencie zniecierpliwiona, opalona dłoń zacisnęła się na jego karku i przyciągnęła do siebie. Ledwo zdążył zamortyzować upadek, a już czuł usta kochanka. I nie tylko. Jęknął przeciągle, gdy gorąca męskość Naruto otarła się o jego rozpalone ciało. Z jednej strony chciał już w nim być, a z drugiej, chciał przedłużyć ten moment. Zjechał ustami na szyję, palcami zataczając kręgi wokół sutków. Naruto wyprężył się i głośno jęknął. Wplótł palce w czarne włosy i masował głowę, przesuwając delikatnie we wrażliwe miejsce. Sasuke zassał jeden sutek, potem przytrzymał zębami, żeby za chwilę złagodzić językiem i na końcu dmuchnąć chłodnym powietrzem. Uzumaki wariował pod nim. Usta pobawiły się jeszcze drugim sutkiem i potem zsunęły się niżej. Doszły do pępka, żeby język mógł zagłębić się w niego i podrażnić. Potem jeszcze niżej, powoli, tak cholernie powoli. Za wolno.
- Zrób to wreszcie – Naruto jęknął przeciągle, zaciskając dłonie na jego włosach. Gdy w końcu poczuł ciepło wokół penisa, syknął i wygiął plecy.
Sasuke pastwił się nad nim, smakując go powoli, drażniąco.
- Draaaniu – jęczał Uzumaki, wijąc się pod jego dotykiem. Złapał go nagle mocniej za włosy i przyciągnął do swoich ust. Wpił się gwałtownie, przewracając go na plecy. Usiadł na nim okrakiem i poruszając się zaczął drażnić gotową męskość Uchihy. Ten złapał go za pośladki i zaczął poruszać biodrami. Naruto uśmiechnął się lubieżnie. Zsunął głowę w dół i przeszedł tę samą trasę, co jego kochanek wcześniej, zahaczając o nowe rejony. Chciał już go poczuć w ustach. Od razu zassał całą męskość Sasuke i zamruczał. Uchiha, czując wibracje na najwrażliwszej części swojego ciała, wydał nieokreślony dźwięk i chwycił prześcieradło w pięści. Po dłuższej chwili, gdy Sasuke starał się przypomnieć sobie, gdzie się znajduje, Naruto wrócił do jego ust. Gdy się oderwał, powiedział ochrypłym od emocji głosem:
- Teraz nie będę cię smakował, bo nie będzie zabawy. Masz jakiś żel? I gumki?
Sasuke wyciągnął rękę do szafki nocnej i wyjął, co potrzeba. Spojrzał z pożądaniem w niebieskie, zamglone oczy. Przetoczył się na kochanka i ulokował między jego nogami. Nabrał trochę żelu na palce i zagłębił się w niego. Naruto jęknął, spinając się trochę. Sasuke obserwował uważnie jego twarz. Nie pytał, czy miał kogoś. Wyglądało, że raczej tak, ale na wszelki wypadek był ostrożny.
- Sasukeee – jęknął Naruto nagląco. Wiedział, że ich pierwszy raz będzie szybki. Byli za bardzo napaleni na łóżkowe finezje.
Uchiha rozpakował gumkę i sprawnie nałożył. Jednym, płynnym, ale powolnym ruchem wsunął się w chłopaka, który westchnął głośno i zacisnął oczy. Znieruchomieli na chwilę. Twarz Uzumakiego była w tym momencie cudowna. Sasuke, po chwili zaczął się poruszać. Najpierw powoli, z czasem szybciej, powodując coraz głośniejsze jęki. Złapał za męskość blondyna ocierającą się między nimi. Poruszał dłonią w rytm ruchu bioder. Chłopak pod nim szalał z ekstazy. Jaki on był w tym momencie dziki i nieokiełznany. Nagle ciszę w pokoju, przerywaną tylko westchnieniami i cichymi jękami, rozdarł krótki, ochrypły krzyk, a po chwili dołączyło do niego przeciągłe, głośne jęknięcie.
Naruto złapał twarz Sasuke i czułym gestem odkleił kosmyk włosów z jego czoła. Po chwili wpatrywania się w czarne oczy, zatopił swoje usta w wargach kochanka, namiętnie je eksplorując. Ich ciała uspokajały się. Gdy oderwali się od siebie, Sasuke chciał zsunąć się z niego.
- Jeszcze nie. – Naruto przyciągnął go mocno do siebie i poczuł ciężar jego ciała na sobie. Lubił to. – Złapałem królika – zaśmiał się, a oczy mu błyszczały.
- To znaczy, że jesteś moją Alicją? – Sasuke parsknął ironicznym śmiechem i potarł nosem jego policzek.
- Mogę być, kim chcesz. Nawet Szalonym Kapelusznikiem – powiedział z uśmiechem Uzumaki i krótko cmoknął go w usta.
Położyli się obok siebie. Nagle Naruto wstał i podniósł rozrzucone kartki. Znalazł ostatnią.

Gdy już rozpakujesz prezent,
to zajrzyj do szafki obok drugiego łóżka.

Sasuke obserwował kochanka ze zdziwieniem. Chłopak wyciągnął z szafki Nejiego małe pudełko.

Bawcie się dobrze, ja zostanę u Saia.
Spróbujcie to spieprzyć, to Wam nogi z tyłków powyrywamy.
Szczęścia, miłości i dużo dobrego seksu ;P
Neji, Sai i Shika.

Naruto parsknął śmiechem i podał kartki Sasuke. Położył się obok niego i nakrył ich kołdrą.
- Nie wierzę! Zorganizowali imprezę na pół akademika, żeby wrzucić nas do łóżka? –  Sasuke patrzył z niedowierzaniem.
- Myślę, że już na cały, sądząc po odgłosach i głośnej muzyce – roześmiał się Naruto. – Cóż, byłeś trochę oporny w tej kwestii. Uciekałeś przede mną jak jakaś...
W tym momencie zza drzwi dało się słyszeć śpiew kilkunastu zawianych już gości.

Like a virgin
Touched for the very first time
Like a virgin
When your heart beats
Next to mine***

Naruto wprost nie mógł się opanować. Wybuchnął śmiechem i żadne zmrożone spojrzenie nie było w stanie go uciszyć.
- Dziewica mówisz. Ja ci zaraz pokażę dziewicę. – Sasuke przyszpilił go do łóżka, zaatakował usta i nie puszczał, dopóki śmiech nie przerodził się w jęk pożądania.




* Kiedy wszedłeś do środka powietrze uleciało
 I każdy cień wypełnił się zwątpieniem
Nie wiem za kogo się uważasz

Ale zanim noc się skończy
Chcę robić z tobą złe rzeczy

Jestem typem, który siada w jego pokoju
Z chorym sercem i oczami wypełnionymi błękitem
Nie wiem, co ze mną zrobiłeś,
Ale wiem, że to prawda:
Chcę robić z tobą złe rzeczy
Tłumaczenie pobrane ze strony best-translations.blog.onet.pl

** tekst z filmu „Siedem”

*** Madonna „Like a virgin”
Jak pierwszy raz dotknięta dziewica
Jak dziewica
Gdy twe serce bije
Obok mojego.
Tłumaczenie pobrane ze strony tekstowo.pl

KONIEC

środa, 6 lipca 2011

Amor tollit timorem 4/5

Siruwia, Kot – No co ja tu mam Wam napisać, skoro już wiecie i wszystko przewałkowane w świetle latarni… morskiej ;)
Koko – A co przeszkadza tym kuchniom występować dzień po dniu? Historia jest z życia wzięta i mi osobiście to nie przeszkadzało ;)
Co do klimatów mniej lub bardziej odprężających, to właśnie tak chciałam to ukazać. Z jednej strony beztroski czas, a z drugiej stres związany z takimi zajęciami. Widzę, że mi się udało.
W sprawie ckliwości, jakby wszyscy pisali tak samo, to byłoby nudno. Jeden napisze ckliwie, drugi na ostro, trzeci pośrednio i każdy sobie wybiera to, co go interesuje. U mnie są błękitne ślepia ;)
A droga krótka, bo i rozdziałów tylko pięć. Taka przerośnięta miniaturka ;)
Jumii – Wszystko można rozwinąć, ale nie trzeba, bo tu nie chodzi o przedstawienie studiów czy szpitala, tylko relacji między chłopakami. Medycyna jest tłem.
Sai, tak naprawdę rozkręca się w kanonie i ja go już nie postrzegam, tak jak na początku. To że jest emocjonalnym zombie, nie przeszkadza mu mieć specyficznego humoru, który zawsze miał, wystarczy to dostrzec. No może u mnie jest trochę bardziej wyluzowany ;)
A jeśli chodzi o Nejiego, to sama sobie zaprzeczasz, bo on też jest niekanoniczny, a Tobie się podoba ;) Wszystko zależy od punktu widzenia ;)
House, to nie tylko charakter, ale też sposób współpracy. Naruto zaczął dyskusję przy stole, co chłopakom skojarzyło się z organizacją pracy Housa. Obejrzałam raptem trzy odcinki Housa, ale to rzuciło mi się w oczy. Zapewne we wszystkich serialach medycznych tak jest, ale ich nie oglądam, bo mnie nie interesują.
Jeśli chodzi o Sasuke i jego krótkodystansowe związki, to tekst jeszcze się nie skończył i nie wiesz, co będzie dalej ;) Poza tym, każdego krótkodystansowca strzeli kiedyś strzała Amora ;) A miłość od pierwszego wejrzenia istnieje moja droga. Tkwię w takim związku od czternastu lat. Moje męże ujrzało mnie w wieku 16 lat, ja miałam 19 i czekał, aż też go dojrzę w TEN sposób, co uczyniłam cztery lata później ;)
Oczy, motylki… Patrz wytłumaczenie przy Koko. Poza tym, bez przesady, aż takiego lukru nie ma ;) Każdy zwraca na coś uwagę przy pierwszym spotkaniu, a że Naruto ma te oczyska takie a nie inne, to wypadło na nie.
Zwłoki – a dlaczegóż to Naruto ma nie przeszkadzać to słowo? Tylko dlatego, że jest na medycynie? Każdy ma jakiegoś bzika ;) Ja jestem krawcową, a nie lubię prasować, śmieszne prawda? To samo z oczami w słoiku, jednego rozśmieszy, a innego oburzy.
A Naruto, płaczliwej pierdoły nie cierpię i w życiu bym nie napisała go w ten sposób. Takie teksty omijam bardzo szerokim łukiem.
Nie obrażam się, każdy ma prawo do własnego zdania, tak jak ja do swojej wizji ^^
Zgred – Komentarz wcale nie jest krótki i dziękuję za dobre słowo :* Nie pisałam, bo nie wiedziałam, że jestem w stanie ;) Podziękowania wysyłajcie do Sanu, która mnie przycisnęła ;D
Dee – zabiłaś mnie Hinatą, która nie przeżyje nocy poślubnej :D W sumie jest to plan na uszczęśliwienie jej a przy okazji pozbycie się ;D Wtedy Sasuke miałby drogę wolną. I też kocham radosnego Naruto :)
Dream – przyznaję, Neji mi się wyrwał. Ale co tam, pierwsze koty za płoty ;) Mam nadzieję, że uda mi się przekazać relacje chłopców, mimo małej ilości rozdziałów.
Anonim – cieszę się, że Ci się podoba, a rozdział już leci ;)

Beta – Sanu i Kot, za co bardzo Wam dziękuję :*
Kocie, dla Ciebie dodatkowe buziaki za bycie red bullem ;D

No to lecimy z sałatką pomidorową ;)



Amor tollit timorem
(łac. Miłość usuwa strach)


4.
Wiem potrzebujesz tego czego ja
Nigdy mogę Ci nie dać
Nie dlatego że nie chcę Ci dać
A dlatego że sam tego nie mam
Najgorsze jest jednak to
Twoje rozczarowanie
Wiem zapomniałem Ci powiedzieć że
Jestem zakochany
Myslovitz - Alexander

- W średniowieczu na medycynę i jej rozwój znaczący wpływ miał Kościół. Ludzie wierzyli, że przyczyną chorób jest np. magia. Istniało wiele mitów i legend, dotyczących przenoszenia się chorób zakaźnych. Przykładowo dżuma została sprowadzona przez grajka, który zaczarował szczury swoim fletem...*  – Fumiaki produkował się zza swojego biurka.
Naruto starał się robić notatki, ale myśli za bardzo biegały mu po głowie. Wiedział, że Shikamaru się domyślił. To było widać. Nie wiedział, co ma teraz zrobić. Przyjaciel był typem człowieka, który nie będzie go teraz zamęczał pytaniami, będzie za to obserwował. To chyba jeszcze gorsze. Kiba załatwił sprawę krótko. Trochę boleśnie, ale w tydzień było po sprawie. W tym przypadku wiedział, że będzie musiał pójść do Nary i powiedzieć. Chciał się komuś zwierzyć, nie mógł już siedzieć z tym sam. Czuł, że chłopak go nie odrzuci i nie wyszydzi.
- Na następne zajęcia proszę przygotować krótki referat o medycynie w średniowieczu. Nie chcę rozwlekłych elaboratów i lania wody. Ma być krótko i treściwie. Dziękuję państwu za uwagę. – Profesor zebrał swoje rzeczy i wyszedł. Po kilku sekundach rozbrzmiał dzwonek.
Gdy Shikamaru zaczął chować zeszyt do torby, usłyszał za sobą chrząknięcie.
- Możemy pogadać? – Za nim stał zmieszany Uzumaki i patrzył w dół.
- Wiesz, że nie musisz mi się z niczego tłumaczyć. To twoje prywatne życie, nie masz obowiązku… – mówił Nara patrząc na niego.
- Ale chcę. – Teraz Naruto spojrzał mu w oczy.
Uzumaki wybrał odpowiedni czas. Teraz mieli dwugodzinne okienko. Wzięli coś do jedzenia i poszli do parku. Gdy już rozsiedli się na trawie zaczął mówić.
- Dzięki za tamto. Zupełnie nie wiedziałem, co mam powiedzieć. – Zaśmiał się zakłopotany. – Cóż, nie będę tu czarował. Jestem gejem. Jak chcesz możesz uciekać. – Spojrzał mu spokojnie w oczy.
- Nie mam zamiaru przed tobą uciekać – odpowiedział Shikamaru i uśmiechnął się pokrzepiająco. – Więc upatrzyłeś sobie naszego księcia prosektorium. – To nie było pytanie. Uzumaki westchnął i pokiwał głową.
- Ale lubisz sobie utrudniać życie. Nie ma nikogo łatwiejszego do zdobycia? Dobrze, że macie przynajmniej wspólne zainteresowania, chirurgia dziecięca. Dobre na początek. – Mrugnął do niego.
- Lubię wyzwania. – Blond wariat wyszczerzył się. Ulżyło mu. Cieszył się, że trafił na Shikamaru. W zasadzie Saiowi też powinien powiedzieć. Miał trochę obaw, w końcu dzielił z nim pokój. Nie wiedział jak on zareaguje na takie rewelacje.
- Skąd pewność, że on też jest gejem? – Nara zadał nurtujące go pytanie. – Raczej nie wygląda.
- A ja wyglądam? – Naruto zaśmiał się, a przyjaciel musiał mu przyznać rację. – Nie wiem. Z jego zachowania wobec mnie wywnioskowałem, że tak.
- Myślę, że Saiowi też możesz powiedzieć. Nie jest głupi i zapewne też się domyślił. Od kiedy wiesz?
Naruto spojrzał w niebo i zaczął opowiadać. Nie zauważył, że podszedł do nich Satoshi. Powiedział o tym jak Kiba go uświadomił. Potem jak dowiedziała się matka. Z trudem mówił o swojej reakcji na Sasuke. Na końcu zdecydował się powiedzieć o ojcu. A co tam. Jak był szczery to na całej linii.
- No nie gadaj, że jesteś synem Namikaze Minato! – wykrzyknął Sai.
Naruto poderwał gwałtownie głowę i obejrzał za siebie.
- Tylko to cię ruszyło w całej opowieści? – zapytał zdziwiony.
- A co myślałeś, że zacznę wyzywać cię od zboczeńców i wywalę z pokoju? Wielkie halo. Gadaj, co z tym ojcem – ponaglił go współlokator niecierpliwie.
- Skąd go znasz? – zapytał Naruto zdziwiony.
- Znacie – włączył się do rozmowy Nara. – Przecież jest znanym profesorem tej uczelni. Czytałem jego publikacje i słuchałem wykładów zanim zdecydowałem się, którą uczelnię wybrać. Niesamowity facet.
- To prawda. – Naruto uśmiechnął się smutno. – Zginął w wypadku. Miałem sześć lat, dlatego pamiętam go jak przez mgłę. Resztę z opowiadań mamy, ze zdjęć i filmów. Był bardzo pogodnym człowiekiem. Jak tylko zarejestrowałem swoim umysłem, że jest lekarzem, też chciałem nim zostać. I tak oto siedzę tu z wami.
- A dlaczego masz na nazwisko Uzumaki? – spytał Sai.
           - Moi dziadkowie nie byli zbyt zadowoleni, że moja mama puściła się – Naruto, mówiąc to zrobił w powietrzu znak cudzysłowu – jak to nazwali, z jakimś podrzędnym lekarzem w szpitalu. Jak się jeszcze okazało, że jest w ciąży, to był dramat. Bez ślubu, ciąża, co sąsiedzi powiedzą – skrzywił się.
           - Przecież był już znanym profesorem i świetnym chirurgiem. Był dla wielu przykładem. A na studiach był młodym geniuszem. – Shikamaru nie mógł się nadziwić głupocie tych ludzi.
- Dziadek pochodzi z bardzo tradycyjnego i starego rodu. Moja mama powinna najpierw wyjść za mąż i potem dopiero rodzić dzieci. Nie mówiąc już o tym, że rodzice powinni najpierw zaakceptować przyszłego zięcia. Woleli, żebym miał nazwisko rodowe, niż nieślubnego ojca. Takie pierdoły. Wracając, kiedy mój tata dowiedział się o ciąży, zabrał mamę do siebie. Ale nazwisko dostałem po mamie, ku ogólnej radości i pokojowi na świecie. Tak przeżyliśmy sześć lat. Tu w Tokio. – Uśmiechnął się na zdziwienie przyjaciół. – Po śmierci ojca, moja mama wróciła do Osaki, do rodziców. Nie chciała tu zostać, bo wszystko przypominało jej Minato.
- No to teraz już bez żadnego ale zasługujesz na tego Housa, panie Namikaze – roześmiał się Sai.
Czas okienka już prawie minął i zaczęli się zbierać. Gdy Naruto podniósł się i rozejrzał, napotkał dwa węgle wpatrzone w siebie. „Kurwa!” Zaklął w myślach. „Ile Uchiha usłyszał?” Gdy pozostała dwójka zobaczyła reakcję kolegi, spojrzeli w tę samą stronę. Zaklęli w myślach tak samo. Sasuke kiwnął im głową z lekkim uśmiechem na ustach i poszedł w swoją stronę.
- Ile usłyszał? – Sai wyraził głośno to, co kołatało się po głowie Naruto.
- Jakieś pięć minut temu rozglądałem się dookoła, to jeszcze go nie było. Mógł usłyszeć tyko to, co mówiłeś o swoim ojcu. – Nara jeszcze chwilę analizował sytuację.
- To nie byłby dramat. I tak pewnie kiedyś by się dowiedział. Mam nadzieję, że tylko to usłyszał. – Bał się mieć nadzieję. Najgorsze było to, że teraz mieli prosektorium.

Gdy przebrali się w fartuchy, stanęli pod drzwiami i czekali. Po chwili przyszła profesor Tsunade z Uchihą przy boku. Towarzystwo rozstąpiło się. Dwójka stanęła przy drzwiach. Naruto nie patrzył na Sasuke. Przynajmniej się starał.
- Minęło pół roku waszej nauki w prosektorium. Poznaliście podstawy. Dzisiaj będą pierwsze zajęcia, na których każda grupa dostanie ciało do badania. – Tsunade mówiła spokojnym głosem. Po jej słowach rozległ się szum. – Spokój!
- Przy waszych miejscach pracy znajdują się rękawiczki i instrumenty medyczne. Nie ruszajcie ich na razie. – Tym razem odezwał się Sasuke i otworzył drzwi.
Gdy zaczęli wchodzić do sali, Naruto wydawało się, że jest chłodniej niż na poprzednich zajęciach. Czuć też było większą wilgoć i bardziej intensywny zapach formaliny.
- Jak pewnie zauważyliście temperatura jest niższa niż zazwyczaj. W pomieszczeniu jest około osiemnastu stopni. Gdy pracujemy z ciałami, staramy się utrzymać jak najniższą temperaturę, żeby posłużyły nam jak najdłużej. Podejdźcie do swoich stołów.
Naruto spojrzał na swój. Leżała na nim kobieta w średnim wieku. Coś ścisnęło go w gardle, gdy pomyślał, że pewnie zostawiła męża, może jakieś dzieci, rodzinę. Zamknął oczy i starał się oczyścić umysł z takich myśli. Profesorowie powtarzali im, że mają się zdystansować, podejść do tego profesjonalnie. Ale jak tu nie myśleć o tych ludziach?
Gdy starał się uspokoić, poczuł na ramieniu ciężar ciepłej dłoni. Drgnął i spojrzał na źródło ciepła. Obok stał Sasuke.
- Nie myśl tyle, to nie pomoże – powiedział cicho.
- Wiem, staram się, ale to samo przychodzi. – Naruto potrząsnął głową, jakby ten gest miał mu pomóc.
- Każdy musi przez to przejść. Inni przechodzą to lżej, inni ciężej.
- A ty? Jak ty to przeszedłeś panie idealny? – zapytał z lekką ironią Uzumaki.
Sasuke spojrzał mu w oczy, a ironiczny uśmiech spłynął z ust Naruto.
- Może kiedyś ci powiem – odpowiedział poważnie i odszedł.
- Co on od ciebie chciał? – zapytał Shikamaru.
- Szczerze, to nie wiem. Wygląda jakby chciał mnie pocieszać i zbierać do kupy – powiedział Uzumaki z namysłem i podszedł wolnym krokiem jeszcze bliżej stołu.
- To chyba dobrze, nie? – wtrącił Sai. – Powinieneś coś przedsięwziąć, House.
Naruto wywrócił oczami. Dopiero co dowiedzieli się, że ma oko na Uchihę, a już nie dawali mu spokoju i mówili, że powinien się z nim umówić. Już zaczynał żałować, że im powiedział, a minęła raptem godzina.
Faktem było, że Sasuke potrafił go rozproszyć. Znowu przestał myśleć, gdzie jest. Natomiast dziewczyny były blade i raczej wyglądały na doskonale orientujące się, gdzie i po co są.
Gdy Tsunade zarządziła pierwsze ćwiczenia Naruto był skupiony i już o niczym innym nie myślał. Spojrzał raz na Sasuke i posłał mu delikatny uśmiech, na który dostał odpowiedź. Uchiha natomiast cieszył się w duchu, że znowu mu się udało. Czuł, że jest w stanie wiele dla niego zrobić. Naruto, tak jak kiedyś Neji, zaczął załazić mu za skórę. Nie wiedział jeszcze, co z tym zrobić. Z zadumy wyrwała go wrzawa. Zdążył tylko zobaczyć blondyna wychodzącego szybkim krokiem z sali. Rozejrzał się zdezorientowany. Przy czwartym stole brakowało Sakury.
- Sasuke, idź za nim, może będzie potrzebował pomocy – zarządziła Tsunade.
- … ona żyła. No zobacz, przecież to była młoda kobieta. I co? Mam teraz wziąć skalpel i ją pociąć? – Sakura trzymała się kurczowo fartucha Naruto i płakała.
Na taki obrazek natknął się Uchiha, jak wyszedł do holu. Stanął z boku, żeby nie było go widać. Wiedział jak Sakura reaguje na jego obecność.
- Nie płacz Sakura. Dzięki takim osobom, jak ta kobieta możemy się kształcić na świetnych lekarzy. Wiesz, że był moment, kiedy zrezygnowali z tych praktyk? Stwierdzili, że komputery wystarczą. Ale niestety lekarze po ukończeniu takich studiów popełniali więcej błędów, więc powrócili do pracy na żywych yyy znaczy… No na ciałach. – Uzumaki starał się odciągnąć myśli, chociaż wiedział, że to, co mówi to same banały. – Mi też nie jest lekko.
- Nie, ty jesteś silny. Radzisz sobie tak dobrze ze wszystkim. Ja się nie nadaję.
- Nadajesz się. To są dopiero pierwsze zajęcia. Nie jesteś pierwsza i ostatnia. Chodź, zaprowadzę cię do łazienki. Opłuczesz twarz, doprowadzisz się do porządku i będziesz śliczna. – Naruto zasłodził tak, że Sasuke ukryty za rogiem przewrócił oczami. Ale poskutkowało. Sakura uspokoiła się i uśmiechnęła.
Gdy blondyn czekał na nią przed łazienką, podszedł do niego Uchiha.
- No nieźle sobie z nią poradziłeś.
- Słyszałeś wszystko i nie pomogłeś? – zapytał z wyrzutem. – Tobie wychodzi lepiej stawianie do pionu.
- Nie w przypadku Haruno. Nieważne. – Sasuke podszedł bliżej młodszego chłopaka. Ich klatki piersiowe prawie się dotykały. Naruto patrzył spokojnie w czarne studnie. – Więc jesteś synem Namikaze. – Spojrzał na włosy, potem w oczy. – Jesteś do niego bardzo podobny. Tak mi się wydawało, że skądś cię znam.
- Czy wszyscy go znają? – Naruto upajał się jego zapachem.
- Raczej tak. – Sasuke podniósł dłoń i złapał kosmyk jasnych włosów. – Był świetnym profesorem. Tak słyszałem.
Naruto tkwił przy ścianie i prawie nie oddychał. Nie mógł oderwać wzroku od oczu bruneta. Wydawało mu się, że węgiel żarzy się czerwienią. Czyżby to było... Nagle zza drzwi dał się słyszeć szum wody w umywalce. Czar prysł, Sasuke odsunął się z chrząknięciem.
- Raczej sobie poradzisz. – Nie patrząc więcej na Naruto odszedł korytarzem w stronę sali.
- Naruto, coś się stało? Jakoś dziwnie wyglądasz – zapytała Sakura zaniepokojonym głosem.
- Dziwnie? – Chłopak był wyraźnie nieobecny.
- Wyglądasz jakby ci ktoś zabrał ulubiony samochodzik – uśmiechnęła się dziewczyna.
Naruto ocknął się z otępienia i spojrzał na nią zmieszany.
- Samochodzik?
- No wiesz, jak się dziecku zabierze zabawkę, to ma taką minę, jaką ty właśnie zrobiłeś. Nieważne. Możemy wracać. I dziękuję ci. – Sakura trochę zmieniła nastawienie do kolegi z grupy.
- Nie ma sprawy. Moja koszula przyjmuje niezliczone ilości łez. – Mrugnął i ruszył przed siebie.
Reszta zajęć przebiegła już spokojnie. Naruto starał się złapać wzrok Uchihy, lecz było ciężko. Gdy skończyli, Sasuke wyszedł jako pierwszy, nie patrząc nawet w stronę blondyna.
- Coś ty mu zrobił? – Sai w końcu mógł zadać nurtujące go pytanie.
- Nic. – Naruto zbył go.
- Taaa jasne. Wrócił do sali i wyglądał jakby ktoś mu misia zabrał.
- Co wy macie z tymi zabawkami? – odwarknął Uzumaki i przyśpieszył kroku.
Sai chciał już pobiec za nim, ale Nara go zatrzymał.
- Zostaw go. Widać, że coś się wydarzyło. I tak przyjdzie do nas. – Uśmiechnął się chytrze.
Lecz Uzumaki nie przyszedł. Od tamtego czasu chodził zły. Uchiha go unikał. A jak już z nim rozmawiał na zajęciach, to zachowywał dystans. Nie wiedział, o co mu chodzi. Najpierw go podrywał, a potem wycofał się. Nie miał teraz czasu, żeby o nim myśleć. Jeśli chciał mieć wysokie oceny musiał się przyłożyć do nauki.

* Historia medycyny – Wikipedia

środa, 15 czerwca 2011

Amor tollit timorem 3/5


Dziękuję za opinie i nie obrzucanie pomidorami. Chociaż do końca zawsze może się coś zmienić ;)
-> Dee
Próbkę reakcji Hinaty na Naruto mieliśmy w kanonie. Padła prawie trupem, jak go zobaczyła po długim czasie ;)
-> Zamknięta
Nara jest na psychologii, a Filozof to jego ksywa, jak już zostało wytłumaczone przez Kocura :) Czytałam, że każdy student medycyny, niezależnie od kierunku, przechodzi przez prosektorium. Wszelką wiedzę na temat medycyny czerpię z internetu, więc przepraszam, jeśli nie jest zgodna z prawdą.
W kwestii kreacji Nary, kieruję się kanonem, a nie tym, co piszą inni. Jest leniwy i zazwyczaj nic mu się nie chce, ale nie jest niemową, a jak trzeba coś zrobić to robi. Jakoś akademię skończył, jako pierwszy z grupy został Chuninem, to chyba coś znaczy ;)

Rozdział betowała Sanu, za co cały czas bardzo dziękuję :*

No dobra, nie przedłużajmy egzekucji ;) 

Amor tollit timorem
(łac. Miłość usuwa strach)

3.
Sometimes I get a feeling,
Deep in my soul
Sometimes I get a feeling,
I just can't control

Sometimes I get a feeling,
Deep in my heart
It's such a feeling that I know we'll never part
Bad Company – (S)he brings me love

Jak się okazało, Tsunade chciała przetestować nowy narybek i zobaczyć, jak się zachowają. Wytłumaczyła później, że podstawą dobrej diagnozy jest współpraca, bo każdy może zobaczyć coś innego w danym przypadku. Każdy ma inny wgląd w sprawę. Czwarta grupa stała się dobrym przykładem współpracy, a Uzumaki od tamtej pory został ochrzczony Housem. Nie bardzo rozumiał, czemu akurat on. Uważał, że Shikamaru, jako mózg analityczny bardziej na to zasługuje, ale on już był Filozofem. Pogodził się, zatem ze swoim nowym przydomkiem i na kolejnych zajęciach ciężko na niego pracował. Sakura została z nimi. Przekonała się, jak im powiedziała, że jednak nie są tacy beznadziejni, ale tak naprawdę widziała, że Sasuke dosyć często kręci się przy ich grupie i nie chciała stąd odchodzić. Nie rozumiała tylko, dlaczego spędza więcej czasu podczas zajęć z tym blondynem, a nie z nią.
Sam Uchiha był zafascynowany energicznym i zawsze uśmiechniętym chłopakiem. Gdy tylko ujrzał go, wśród tej zgrai białych kitli czekających przed wejściem do laboratorium, coś w nim drgnęło i nie mógł oderwać wzroku. Pierwsze, co zauważał, to oczy, dopiero potem patrzył na resztę. Nawet na płeć. A tęczówki Naruto były jedyne w swoim rodzaju. Incredible blue eyes* - jak powiedział z niemieckim akcentem Dominic Monagham o oczach Elijaha Wooda. To było dawno temu, więc nikt już tego pewnie nie pamiętał. Władcowe szaleństwo, fascynacje aktorami. Jednak to zdanie utkwiło mu w pamięci, właśnie dlatego, że tak lubił ten kolor oczu. Tekst pasował do tego blondyna, jak do nikogo innego.
Obserwował go przez cały czas. Jego niepewność i lęk. Chciał coś zrobić, rozproszyć go, odwrócić uwagę od miejsca, w którym się znajdowali. Sam pamiętał swoje pierwsze wrażenie, gdy przekroczył próg prosektorium. Było podobnie, ale wtedy nie było nikogo, kto by mu pomógł. Miał w pamięci swoją rodzinę, która zginęła w wypadku, ocalał tylko on i brat. Pamiętał, jaki dreszcz wzbudzał w nim na początku dźwięk zamykanego zamka przy worku na ciała. Za każdym razem widział scenę na ulicy przy rozbitym samochodzie. Ciała rodziców wkładane do plastikowych kieszeni i ten metaliczny dźwięk.
Naruto po otwarciu zamka tylko się skrzywił i zasłonił nos. To normalne. Uderzenie formaliny w oczy i nos powodowało łzy i nieprzyjemne wrażenie. On wyszedł. A tam, wyszedł, wybiegł, jakby go ktoś gonił. On, Uchiha! Starał się, ale nie mógł postąpić inaczej, bał się, że jak worek się rozchyli, to spojrzą na niego martwe oczy matki. Ależ był wtedy głupi. Gdyby żył jego ojciec, nie darowałby mu takiego poniżenia nazwiska. Pozbierał się więc, podniósł dumę i po dziesięciu minutach wkroczył z powrotem do laboratorium. Widział na sobie kpiący wzrok i słyszał ciche szepty, że jednak wrócił.
Widząc lekko spanikowanego blondyna, chciał mu tego oszczędzić. Kpiący uśmiech posłał wcześniej, dużo wcześniej. Doczekał się odpowiedniej reakcji. Wręcz widział, jak chłopakowi para ulatuje uszami z wściekłości. Niebieskie oczy stały się lodowate jak śniegi Grenlandii. Widać było, że teraz ma już tylko w głowie wściekłość, że zapomniał gdzie jest i co zaraz będzie robił. Dobrze. Podziałało.

Sasuke starał się przychodzić na kolejne zajęcia. Neji śmiał się z niego, że pewnie wyhaczył jakiś towar, skoro tak chętnie gania w takie miejsce, ale on tylko się uśmiechał. Przyjaciel znał go dobrze i wiedział, że skoro Uchihy nie trzeba specjalnie na coś namawiać, to ma w tym interes.
- No to jak ma na imię ta szczęściara – indagował Neji.
- Szczęściarz – burknął niekomunikatywnie Sasuke.
Neji Hyuuga, przyjaciel poznany na drugim roku studiów wiedział o nim dużo, chyba najwięcej. Sasuke nie miał w zwyczaju zwierzać się komuś ze swojego życia, ale ten facet go podszedł i wkradł mu się za skórę. Cieszył się, że go ma. Do tej pory miał brata, ale on wyjechał na studia do Europy. Francuzek mu się zachciało. A on został w Tokio.
- No nieźle, Uchiha. Tak otwarcie go zarywasz? Nie wierzę. – Hyuuga parsknął śmiechem, bo wiedział, że przyjaciel stara się nie rzucać w oczy ze swoimi odmiennymi fascynacjami.
- Chyba oszalałeś. Nawet nie wiem, jakie on ma preferencje – odparł Sasuke.
- Jeszcze nie wiesz? Starzejesz się mój drogi. Rozpoznanie w terenie i podryw wychodzą ci coraz gorzej. – Neji uchylił się przed lecącym jaśkiem.
- Jeszcze słowo, Hyuuga – warknął przez zęby.
- No dobrze, już dobrze. To jak ma na imię to dziecko szczęścia? – zapytał z pozoru lekkim tonem.
- Grabisz sobie. Naruto – Uchiha zdecydował się uchylić rąbka tajemnicy.
- Ach! Wiem! Incredible blue eyes – odparł przyjaciel ze śmiechem, uchylając się tym razem przed klapkiem. – Niebawem skończy ci się amunicja, Uchiha.
- Zdecydowanie za dobrze mnie znasz. Jak mogłem do tego dopuścić, moja reputacja legnie w gruzach, na legendzie powstanie rysa. – Sasuke starał się powiedzieć to z pełną powagą.
- Uchiha! Ty żartujesz! – Tym razem Nejiemu udało się złapać klapek. – Ej, dobry jestem. Powinienem być szukającym. – Teraz nawet Sasuke się zaśmiał.
- No więc, co z tym chłopakiem? – zapytał znowu Hyuuga.
- Nic. Żyje, uczy się i to nieźle. Wiesz, że dali mu ksywę House? – Sasuke opowiedział mu tę historię i znowu obaj się roześmiali.
- Nic nie zrobisz w jego kierunku? – zapytał Neji. – Żeby ci go nikt nie sprzątnął.
- Co ma być to będzie – Uchiha odpowiedział jakby nieobecny i zapatrzył się w okno.
Neji przez chwilę przyglądał się przyjacielowi. Nigdy nie widział go w takim stanie. Nie sądził, że doczeka chwili, gdy Sasuke zostanie upolowany. Był raczej krótkodystansowcem. Nigdy nie angażował się na dłużej i nie patrzył na uczucia innych. Aczkolwiek poznał go dopiero na studiach. Mimo łączącej ich przyjaźni, Uchiha miał swoje tajemnice.
Neji postanowił przyjrzeć się temu stworzeniu, które zawróciło Sasuke w głowie. Wiedział mniej więcej, kto to jest. Postanowił wspomóc kumpla w biedzie.
- Idę na obiad. Idziesz też? – W duchu modlił się o negatywną odpowiedź.
- Nie dzięki, nie jestem głodny – odpowiedział Sasuke spokojnie.
Hyuuga odetchnął i wyszedł z zamiarem zdybania blondasa.

Jadalnia wrzała. Neji rozejrzał się po sali. Miał szczęście, zlokalizował wybranka Sasuke w kolejce po jedzenie. Stał z przyjaciółmi i wesoło się z nimi przekomarzał. Hyuuga podszedł do lady i stanął za nimi. Zajrzał do witrynki. Poza tradycyjnymi potrawami zobaczył makaron. No tak, dzisiaj włoski dzień. Wczoraj był hiszpański, a jutro ma być francuski. Aby urozmaicić japońską kuchnię i zapoznać studentów z kuchniami świata, uczelnia postanowiła uatrakcyjnić menu o potrawy z różnych krajów.
- Czego sobie życzysz, Słonko – zapytała uprzejmie Machiko, kobieta w średnim wieku, która zajmowała się dostarczaniem energii życiowej zamęczonym studentom.
- Pasta** la vista, baby – powiedział blondyn niskim, imitującym Arnolda głosem.
Część sali wybuchła śmiechem, a reszta, która nie dosłyszała wymiany zdań, dopytywała się, o co chodzi. Machiko ze śmiechem na ustach wzięła talerz i nałożyła swojemu ulubionemu studentowi porządną porcję spaghetti.
- Grazie mille, Signora*** – Naruto ukłonił się głęboko kobiecie.
- Prego**** – odpowiedziała ze śmiechem.
Neji poprosił o swoją porcję. Już wiedział, co Sasuke zobaczył w Naruto. Teraz trzeba się zorientować w upodobaniach chłopaka. Usiadł niedaleko i obserwował. Przyjrzał mu się dokładnie. Był przystojny. Nawet taki heteryk jak Neji musiał to przyznać. Wysoki, blond włosy w lekkim nieładzie i te błękitne ślepia, przez które Sasuke wpadł po uszy. Byli jak ogień i woda. Jeden czarny jak noc, drugi jasny jak słońce. Nie dziwił się Machiko, że tak go nazywa. On promieniował energią.
Jego rozmyślania przerwała jego własna kuzynka, która właśnie podeszła do stolika blondyna i przysiadła się do chłopaków. Neji mentalnie zatarł ręce i uśmiechnął się do siebie na widok dziewczyny. Ale zaraz, czy Hinata nie rumieni się patrząc na Naruto? Uuu, niedobrze. Nie wygląda jednak na to, żeby kolega traktował ją jakoś specjalnie. Nie, wyraźnie widać, że się nią nie interesuje w ten sposób. Jest uprzejmy i to wszystko. Odetchnął z ulgą, choć z drugiej strony trochę szkoda mu było kuzynki. No trudno. Ale stracił właśnie źródło informacji. Nie chciał ranić Hinaty.
Gdy skończył posiłek, wstał i wtedy dziewczyna go zauważyła.
- Neji! – Pomachała do niego.
- Witaj, Hinata – przywitał się uprzejmie.
- Chłopcy, to mój kuzyn Neji Hyuuga, a to moi przyjaciele, Sai Satoshi, Naruto Uzumaki i Shikamaru Nara. – Panowie uścisnęli sobie dłonie i wymienili uprzejmości. – Neji jest przyjacielem Sasuke. Tego, który przychodzi czasem na nasze zajęcia w prosektorium.
- O! – Wyraził zainteresowanie Naruto.
„Jest dobrze”, pomyślał Hyuuga.
- Tak dokładnie, męczę się już z nim trzeci rok – powiedział ze śmiechem.
Blondasowi jakby mina zrzedła. Jest coraz lepiej.
- Nie zamęcza was swoją perfekcją? – zapytał młodszych kolegów ze złośliwym uśmiechem.
- Bywa upierdliwy – odpowiedział Shikamaru. – Czepia się wszystkiego, a najbardziej łaciny.
- Mówisz tak, jakbyśmy mieli z tym jakiś problem – roześmiał się Naruto.
- Jest na swoim terenie i w swoim żywiole – poinformował Neji.
- Gallus in suo sterquilinio plurimum potest***** – powiedział sentencjonalnie Nara, wyciągając dłoń przed siebie i patrząc w dal.
Naruto padł na krzesło i tak się zaczął śmiać, że ludzie dookoła pokazywali go sobie palcami. Po chwili spojrzał na nich załzawionymi oczami.
- Ty mnie kiedyś zabijesz, Shika – starał się wydusić z siebie. – Wiesz, że jakby to usłyszał, to nie miałbyś życia? A my razem z tobą.
- Nie jest taki zły. Dba o swoją reputację i dlatego czasem bywa antyspołeczny. W domowych warunkach jest stworzeniem przyjaznym. – Neji zdecydował się zagrać vabank i uchylić rąbka tajemnicy z życia przyjaciela.
- Wierzyć się nie chce. Nie jest raczej typem pantoflarza – stwierdził Sai.
- Od 'przyjazny' do 'pantoflarz' jest daleka droga. Poza tym nie ma nikogo, kto miałby go pod tym pantoflem trzymać – powiedział starszy chłopak i czekał.
- Taki przystojniak i jest sam? Nie wierzę. – Widać było, że w niebieskich oczach coś błysnęło. Jest świetnie.
- Widzę, że doceniasz walory starszego kolegi – brnął dalej Hyuuga.
Naruto pokraśniał i zaczął przeklinać swój niewyparzony język, a Neji odtańczył w głowie taniec hula.
- Tylko ślepy by tego nie zauważył – odparł znudzonym głosem Shikamaru, zauważając kątem oka reakcję Naruto. – W zasadzie ty też jesteś niczego sobie. Długo zapuszczasz już włosy?
Starszy student lekko zmieszany otworzył usta, a potem zamknął je z kłapnięciem. Zadzwonił dzwonek, który w tym momencie rozładował powstałe napięcie.
- No dobra chłopaki, to się zwijamy. Mamy historię medycyny. Wiecie, że profesor Fumiaki nie lubi spóźnialskich – ponaglił ich Sai. – Miło było poznać. Zapewne spotkamy się jeszcze nie raz. – Uśmiechnął się do Hyuugi.
Pożegnali się i rozeszli. Naruto szedł ze spuszczoną głową i nic nie mówił. Czuł na sobie wzrok Nary.

*  http://www.youtube.com/watch?v=LR4bEyy_d7Y&feature=related Słowa padły w tym momencie 1.36. Ale warto obejrzeć cały film. Ech, wspomnienia ;)
** Pasta – po włosku makaron. Co do całego tekstu jest on przerobiony. Prawdziwy cytat "Hasta la vista, baby", pochodzi z "Terminatora". Są to sławne już słowa Arniego.
*** wł. Bardzo pani dziękuję
**** wł. Proszę
***** łac. kogut tylko na własnym gnojowisku dużo może. Seneka.

piątek, 3 czerwca 2011

Amor tollit timorem 2/5

Na wstępie bardzo dziękuję za miłe przyjęcie mojego dzieua, na forum i tu. Czuję się pogłaskana i mam nadzieję, że nie zawiodę Was w kolejnych rozdziałach.
Żeby nie przedłużać, bo pora późna, z pewną dozą niepewności można nawet rzec, że strachu, przedstawiam Wam dalszy ciąg.
Rozdział betowała Sanu, za co bardzo dziękuję :*



Amor tollit timorem
(łac. Miłość usuwa strach)

2.
There's no one like you
I can't wait for the nights with you
I imagine the things we'll do
I just wanna be loved by you
Scorpions - No one like you*



Pierwsze, co zobaczył po odgłosie pukania siedzący w pokoju chłopak, to jasna czupryna.
- Cześć. Jestem Naruto Uzumaki – przywitał się blondyn, wchodząc. – Wygląda na to, że będziemy na siebie skazani. – Wyszczerzył się w swoim najlepszym uśmiechu, patrząc z sympatią na bladego bruneta.
- Sai Satoshi – powiedział współlokator z dziwnym uśmieszkiem na twarzy. – Przyjechałem tu wczoraj i zająłem łóżko, jeśli ci to nie przeszkadza.
- Kto pierwszy ten lepszy – odpowiedział z uśmiechem Naruto, rzucając się z westchnięciem w poprzek łóżka.
- Skąd jesteś? Wyglądasz na skonanego – zagadnął Sai.
- Z Osaki. Jechałem autobusem i tak, trochę mnie wytrzęsło. A ty?
- Jestem z Tokio, ale uprzedzając twoje pytanie, chciałem pomieszkać w kampusie i zaznać prawdziwego życia studenckiego, jeśli wiesz, o czym mówię. – Chłopak mrugnął i roześmiał się. Tym razem wyglądało to bardziej szczerze. – Siedzę tu od wczoraj i, stary, jakie tu chodzą towary!
Naruto spojrzał badawczo na Saia, który zaczął opowiadać o biuściastej blondynce i ostrej czarnulce. No to wszystko jasne. Czuł się, jakby zabrał ze sobą Kibę. Uśmiechnął się pod nosem. Po rozpakowaniu swoich rzeczy, wykonał obiecane telefony. Rozmowa trwała pół godziny, bo mama chciała wiedzieć wszystko, choć jeszcze nie zaczął się nawet rok szkolny. Kiba interesował się przede wszystkim tym, czy jego współlokator to doktorek. Po kolejnej pół godzinie Naruto pogadał jeszcze z Saiem, zjadł resztę kanapek z podróży i poszedł spać.
Kolejny dzień przyniósł chłopcom „nowe towary”. Zjedli śniadanie w towarzystwie pięknych koleżanek i niemniej przystojnych kolegów. Naruto rozglądał się dyskretnie po jadalni. Był ciekaw, czy któryś z chłopaków ukrywa się tak jak on. Miał nadzieję na jakieś nowe znajomości, przecież Kiba mu obiecał. To w końcu Tokio.

Gdy nadszedł dzień pierwszych wykładów, Naruto był bardzo podekscytowany. Przez te kilka dni poznał sporo osób. Poza Saiem przypadł mu do gustu Shikamaru Nara. Chłopak wydawał się leniwy i wiecznie zmęczony życiem, dopiero w rozmowie wyszło, że jest niesamowicie inteligentnym człowiekiem. Chciał iść na psychologię i Naruto wiedział, że jeśli kiedykolwiek będzie miał problemy, to zwróci się z nimi właśnie do niego. W gronie znajomych nadali mu już ksywę Filozof.
- Naruto, a w jakim kierunku ty zdążasz? – zapytał Shikamaru, leniwie rozciągnięty na ławce przed kampusem.
- Chirurgia – odpowiedział krótko.
- Aleś wylewny. – Filozof wywrócił oczami.
- Chirurgia dziecięca – sprecyzował.
- Uuu, stary, pojechałeś równo. Wybrałeś sobie trudną drogę – skwitował Nara.
- Taaa, wiem. Trochę mnie to przeraża, szczerze mówiąc. Ale lubię dzieci i nie mogę patrzeć na ich cierpienie. Wiesz, że zwykły chirurg nie może operować dziecka? Chyba, że coś zagraża jego życiu. Dlatego jest specjalny dział chirurgii dziecięcej.
Po chwili milczenia Naruto odezwał się znowu:
- Obawiasz się zajęć w prosektorium? Nigdy nie miałem styczności z ciałem. Nie wiem, czy dam radę…
- Pewnie wielu myśli jak ty – przerwał mu Shikamaru. – Myślę, że z czasem oswoisz się z tym. Słyszałem, że studentami na pierwszym roku, oprócz profesorów, zajmują się starsze roczniki. W ramach praktyk i współpracy międzygatunkowej. Pewnie będą się wywyższać. Jakie to kłopotliwe – zamarudził i zaczął się podnosić. – Chodźmy, zaraz dzwonek. Do zajęć w prosektorium mamy jeszcze miesiąc, nie ma co się na razie zastanawiać.
Jednak ten czas minął w pełnym biegu. Codzienne wykłady, nauka, jedzenie, spanie, rutyna. Uzumaki czuł się, jakby przeżywał dzień świstaka**. Nie przeszkadzało mu to aż tak bardzo, bo lubił się uczyć, ale Sai cierpiał. Narzekał, że nie ma czasu na imprezy i laski: „No kto to widział, żeby tyle nauki było”.

Nadszedł w końcu ten nie do końca wyczekiwany dzień. Pierwsza wizyta w prosektorium. Nad wejściem do laboratorium wisiała tablica ze słowami Mortui vivos docenti!***. Wszyscy stali przed metalowymi drzwiami, od których bił chłód. Naruto czuł go do szpiku kości, a jego wybujała wyobraźnia podsuwała mu wszelkie scenariusze. I po co oglądał te horrory? Zamknął oczy, zacisnął pięści i skupił się na tym, co wykładowcy w kółko im powtarzali. „To są ciała ludzi, którzy oddali się w nasze ręce ku ogólnemu dobru ludzkości. Tak. Właśnie tak” - przekonywał sam siebie. Nagle usłyszał za sobą szum i ciche rozmowy. Koleżanki szeptały podekscytowane, że idzie, że mają szczęście, trafiając na niego.
- Czy wszyscy są obecni? – usłyszał głęboki, niski głos, od którego ciarki przeszły mu po plecach. A może to przez ten chłód? Zdążył zobaczyć tylko czarną czuprynę przeciskającą się w kierunku drzwi. Gdy zostały otwarte, w ich nozdrza uderzył zapach formaliny. Naruto w pierwszym odruchu chciał wstrzymać oddech. Po chwili opanował się, oddychając spokojnie. Gdy wszedł, jego oczom ukazała się duża sala wykafelkowana na biało od podłogi po sam sufit. Na środku stał duży metalowy stół, a na nim leżało ciało w worku. Dookoła stało kilka innych stołów okrytych prześcieradłami, ale nie wyglądało na to, żeby tam również znajdowały się ciała.
- No wchodźcie, wchodźcie. Zwłoki nic wam nie zrobią. – Naruto skrzywił się, nie lubił tego słowa. Dla niego oznaczało brak szacunku dla zmarłej osoby. – Podejdźcie bliżej dużego stołu.
Naruto miał w końcu okazję zobaczyć właściciela głosu. O matko, jak on go zobaczył! Bardziej zobaczyć nie można. Wysoki brunet, mniej więcej jego wzrostu, półdługie czarne włosy, czarne jak węgiel oczy, blada cera. Trochę przypominał Saia ale… No właśnie, zawsze jest jakieś „ale”. „Cóż Kibuś” - pomyślał. „Chyba znalazłem swojego doktorka”.
- Czy potrzebujesz specjalnego zaproszenia? – zwrócił się do niego doktorek z lekką kpiną w głosie.
- Nie – odburknął i poszedł w stronę stołu, wokół którego ustawili się studenci. „Oj, nie będzie to proste, o ile w ogóle jest gejem” - stwierdził w myślach, patrząc, jak brunet przemierza salę pewnym siebie krokiem. Wszystkie panny obejrzały się za nim, a Naruto oderwał wzrok, żeby się do nich nie zaliczać.
- Nazywam się Uchiha Sasuke. Jestem na czwartym roku, ze specjalizacją chirurgia dziecięca. Na pierwszym roku będziecie poznawać ciało człowieka od strony anatomii opisowej. – Mówiąc to odpiął zamek worka i w ich nozdrza uderzyła nowa fala formaliny. Naruto, jak i parę innych osób, zamrugał oczami, chcąc odpędzić nabiegające łzy. Odruchowo też przyłożył rękę do nosa. Kątem oka zauważył kpiący uśmiech. Szlag go trafił. Spojrzał wściekle w przepastne, czarne ślepia. Zapomniał, gdzie jest, że śmierdzi formaliną, nie spojrzał nawet dokładnie na ciało człowieka na stole. Widział tylko te dwa węgle. W ogóle przez doktorka, zapomniał, że się bał. Może to była taka taktyka? Profesorowie puszczali przystojniaka/ważniaka, żeby zająć pierwszoroczniakom myśli, by nie pouciekali ze strachu.
- Sasuke, dziękuję za wprowadzenie studentów i przepraszam za spóźnienie. – Do sali weszła wysoka blondynka z dużym biustem, na który z kolei zapatrzył się Sai i reszta chłopaków. A jednak, tak jak myślał, dobra taktyka. Na panny puszczają Uchihę, natomiast rodzaj męski zaślinia się na widok pani profesor.
- Nazywam się Tsunade Senju**** i będę z wami pracowała przez kolejne lata w tym właśnie miejscu. Niebawem przyzwyczaicie się do tego ostrego zapachu, jak i do obcowania z ciałami. – Tsunade mówiła o zasadach, których należy się trzymać w prosektorium, ale Naruto słuchał jej jednym uchem. Skupiał się na Sasuke, który w tej chwili szeptał coś do jakiejś różowowłosej lali. Miała chyba na imię Sakura. Raaany, różowe włosy. – Nie wolno robić zdjęć, chyba że będzie tego wymagała lekcja. Nie wolno nic wynosić…
- A już chciałem wydłubać oko i zabrać jako souvenir – usłyszał obok ciężki dowcip i rechot. Spojrzał na chłopaka zimno. – Co? Masz jakiś problem blondasie?
- Radziłbym słuchać, tego nie ma w książkach – odezwał się tuż obok ironiczny głos. Dwaj studenci coś mruknęli, ale zaniechali rozmowy. Sasuke spojrzał na Naruto. – Widzę, że podziałało. – Kącik jego ust uniósł się lekko w górę.
- Co? – Naruto nie bardzo wiedział, o co mu chodzi.
- Nieważne. Masz jakieś imię? – zapytał starszy student konwersacyjnym tonem.
- Podchodzisz do wszystkich po kolei, czy tylko do wyróżniających się kolorem włosów? – odparował blondyn mało uprzejmie.
Sasuke spojrzał na Sakurę.
- Znam ją. Mieszka w mojej dzielnicy – odpowiedział. –  Niestety – dodał bardzo cicho. Po chwili uniósł z zaciekawieniem brwi. – Więc?
- Naruto Uzumaki – przedstawił się bez entuzjazmu. Jego doktorek przy bliższym poznaniu troszkę stracił.
- Kogoś mi przypominasz – zastanowił się Sasuke.
- Czy nie powinienem słuchać? Tego nie ma w książkach – Naruto zmienił temat.
- Daj spokój. Cały regulamin jest na tamtej ścianie. – Wskazał palcem za siebie.
- Sasuke, czy możesz podzielić wszystkich na cztery grupy? – Naruto umknęło to, co powiedziała wcześniej kobieta. Miał nadzieję, że Sai albo Shikamaru słuchali.
Zostali rozdzieleni na poszczególne stoły. Sasuke podchodził do każdego i zdejmował prześcieradło. Jak się spodziewał Naruto, nie było tam ciała, tylko kości.
- Na dzisiejszych zajęciach zajmiemy się osteologią. Postarajcie się sklasyfikować kości przed wami. Obejrzyjcie dokładnie, zobaczcie, czy są jakieś uszkodzenia, guzki, róbcie notatki. Za pół godziny sprawdzę efekt waszej pracy – poinformowała profesor Senju.
Z Naruto przy stole stał Satoshi, Nara, różowa lala i ciche, z lekka zastraszone stworzenie o imieniu Hinata. Była blada jak ściana i wyglądała, jakby czuła się zdecydowanie gorzej niż Naruto.
Filozof złapał pierwszą kość z brzegu.
- Co o niej myślicie? – pytanie leniwie opuściło jego usta.
- Kość udowa, a tu masz piszczel i strzałkę. Patrząc na resztę, myślę, że możemy złożyć nogę – powiedział pewnym głosem Uzumaki.
- Czy moglibyście pracować w ciszy? Nie mogę się skupić, gdy tak kłapiecie dziobami – odezwała się Landrynka, jak już zdążył nazwać Sakurę Naruto.
- No co ty, Sakura, doktora Housa nie oglądałaś? – wykrzyknął Sai. – Oni tam zawsze zbierają się w gabinecie i debatują. W końcu, co dwie głowy, to nie jedna. A pięć, to już sukces. – Uśmiechnął się z politowaniem do Sakury.
Tsunade i Sasuke chodzili między stołami i obserwowali pracę studentów. Cicho wymieniali między sobą uwagi. Były cztery stoły, ale tylko przy jednym było głośno.
- No chyba zwariowałeś, to nie jest pęknięcie, kość się zeschła po prostu – stwierdził Sai.
- Przecież oni trzymają je w odpowiednich preparatach, nie mają prawa się zeschnąć. Skup się chłopie. Pamiętasz te zdjęcia rentgenowskie z zajęć? Na pękniętej kości była właśnie taka rysa. A co myśli reszta? Shika? – Naruto zagadnął kolegę, bo Hinata nadal była blada, a Landrynka obrażona.
- Zdecydowanie pęknięcie. Nie jakieś poważne, ale jednak – odpowiedział zapytany.
- Och, no dobrze, niech będzie – obruszył się Sai.
- Hinata, – zagadnął dziewczynę Naruto. – Czy mogłabyś robić notatki?
- Tak, Naruto-kun – wyszeptała na wydechu.
Sięgnęła po kartkę i zaczęła notować wszystko, co mówią. Z czasem udało im się wciągnąć ją do rozmowy. Tylko Sakura cały czas była antyspołeczna.
- No dobrze, moi drodzy. Pokażcie mi wyniki swoich prac. – Po upływie zapowiedzianego czasu Tsunade zaczęła podchodzić do stołów i oglądać krwawicę poszczególnych studentów. No właśnie, poszczególnych. Doszła w końcu do ostatniej, czwartej grupy.
- Nieźle wam poszło – mruknął Sasuke do ucha Naruto. Chłopak wzdrygnął się, czując ciepły oddech we wrażliwym miejscu. „To powinno być zabronione!” - pomyślał.
- Cóż mogę powiedzieć. – Spojrzała najpierw na grupę Naruto, potem na resztę klasy. – Nie oglądaliście doktora Housa?


* Scorpions – No one like you
Nie ma drugiego takiego jak Ty
nie mogę się doczekać nocy z Tobą
wyobrażam sobie rzeczy, które będziemy robić
chcę być kochany przez Ciebie
Pozwoliłam sobie zmienić płeć w piosence
Tłumaczenie pobrane ze strony tekstowo.pl
** odnoszę się do komedii "Dzień świstaka" z Billem Murrayem, jak ktoś nie widział, to polecam :)
*** łac. Zmarli żywych uczą.
**** Senju to nazwisko pierwszego Hokage. Jako że Tsunade nie ma nazwiska, pozwoliłam sobie użyć nazwiska jej przodka.