Dziękuję za opinie i nie obrzucanie pomidorami. Chociaż do końca zawsze może się coś zmienić ;)
-> Dee
Próbkę reakcji Hinaty na Naruto mieliśmy w kanonie. Padła prawie trupem, jak go zobaczyła po długim czasie ;)
-> Zamknięta
Nara jest na psychologii, a Filozof to jego ksywa, jak już zostało wytłumaczone przez Kocura :) Czytałam, że każdy student medycyny, niezależnie od kierunku, przechodzi przez prosektorium. Wszelką wiedzę na temat medycyny czerpię z internetu, więc przepraszam, jeśli nie jest zgodna z prawdą.
W kwestii kreacji Nary, kieruję się kanonem, a nie tym, co piszą inni. Jest leniwy i zazwyczaj nic mu się nie chce, ale nie jest niemową, a jak trzeba coś zrobić to robi. Jakoś akademię skończył, jako pierwszy z grupy został Chuninem, to chyba coś znaczy ;)
Rozdział betowała Sanu, za co cały czas bardzo dziękuję :*
No dobra, nie przedłużajmy egzekucji ;)
Amor tollit timorem
(łac. Miłość usuwa strach)
(łac. Miłość usuwa strach)
3.
Sometimes I get a feeling,
Deep in my soul
Sometimes I get a feeling,
I just can't control
Sometimes I get a feeling,
Deep in my heart
It's such a feeling that I know we'll never part
Bad Company – (S)he brings me love
Jak się okazało, Tsunade chciała przetestować nowy narybek i zobaczyć, jak się zachowają. Wytłumaczyła później, że podstawą dobrej diagnozy jest współpraca, bo każdy może zobaczyć coś innego w danym przypadku. Każdy ma inny wgląd w sprawę. Czwarta grupa stała się dobrym przykładem współpracy, a Uzumaki od tamtej pory został ochrzczony Housem. Nie bardzo rozumiał, czemu akurat on. Uważał, że Shikamaru, jako mózg analityczny bardziej na to zasługuje, ale on już był Filozofem. Pogodził się, zatem ze swoim nowym przydomkiem i na kolejnych zajęciach ciężko na niego pracował. Sakura została z nimi. Przekonała się, jak im powiedziała, że jednak nie są tacy beznadziejni, ale tak naprawdę widziała, że Sasuke dosyć często kręci się przy ich grupie i nie chciała stąd odchodzić. Nie rozumiała tylko, dlaczego spędza więcej czasu podczas zajęć z tym blondynem, a nie z nią.
Sam Uchiha był zafascynowany energicznym i zawsze uśmiechniętym chłopakiem. Gdy tylko ujrzał go, wśród tej zgrai białych kitli czekających przed wejściem do laboratorium, coś w nim drgnęło i nie mógł oderwać wzroku. Pierwsze, co zauważał, to oczy, dopiero potem patrzył na resztę. Nawet na płeć. A tęczówki Naruto były jedyne w swoim rodzaju. Incredible blue eyes* - jak powiedział z niemieckim akcentem Dominic Monagham o oczach Elijaha Wooda. To było dawno temu, więc nikt już tego pewnie nie pamiętał. Władcowe szaleństwo, fascynacje aktorami. Jednak to zdanie utkwiło mu w pamięci, właśnie dlatego, że tak lubił ten kolor oczu. Tekst pasował do tego blondyna, jak do nikogo innego.
Obserwował go przez cały czas. Jego niepewność i lęk. Chciał coś zrobić, rozproszyć go, odwrócić uwagę od miejsca, w którym się znajdowali. Sam pamiętał swoje pierwsze wrażenie, gdy przekroczył próg prosektorium. Było podobnie, ale wtedy nie było nikogo, kto by mu pomógł. Miał w pamięci swoją rodzinę, która zginęła w wypadku, ocalał tylko on i brat. Pamiętał, jaki dreszcz wzbudzał w nim na początku dźwięk zamykanego zamka przy worku na ciała. Za każdym razem widział scenę na ulicy przy rozbitym samochodzie. Ciała rodziców wkładane do plastikowych kieszeni i ten metaliczny dźwięk.
Naruto po otwarciu zamka tylko się skrzywił i zasłonił nos. To normalne. Uderzenie formaliny w oczy i nos powodowało łzy i nieprzyjemne wrażenie. On wyszedł. A tam, wyszedł, wybiegł, jakby go ktoś gonił. On, Uchiha! Starał się, ale nie mógł postąpić inaczej, bał się, że jak worek się rozchyli, to spojrzą na niego martwe oczy matki. Ależ był wtedy głupi. Gdyby żył jego ojciec, nie darowałby mu takiego poniżenia nazwiska. Pozbierał się więc, podniósł dumę i po dziesięciu minutach wkroczył z powrotem do laboratorium. Widział na sobie kpiący wzrok i słyszał ciche szepty, że jednak wrócił.
Widząc lekko spanikowanego blondyna, chciał mu tego oszczędzić. Kpiący uśmiech posłał wcześniej, dużo wcześniej. Doczekał się odpowiedniej reakcji. Wręcz widział, jak chłopakowi para ulatuje uszami z wściekłości. Niebieskie oczy stały się lodowate jak śniegi Grenlandii. Widać było, że teraz ma już tylko w głowie wściekłość, że zapomniał gdzie jest i co zaraz będzie robił. Dobrze. Podziałało.
Sasuke starał się przychodzić na kolejne zajęcia. Neji śmiał się z niego, że pewnie wyhaczył jakiś towar, skoro tak chętnie gania w takie miejsce, ale on tylko się uśmiechał. Przyjaciel znał go dobrze i wiedział, że skoro Uchihy nie trzeba specjalnie na coś namawiać, to ma w tym interes.
- No to jak ma na imię ta szczęściara – indagował Neji.
- Szczęściarz – burknął niekomunikatywnie Sasuke.
Neji Hyuuga, przyjaciel poznany na drugim roku studiów wiedział o nim dużo, chyba najwięcej. Sasuke nie miał w zwyczaju zwierzać się komuś ze swojego życia, ale ten facet go podszedł i wkradł mu się za skórę. Cieszył się, że go ma. Do tej pory miał brata, ale on wyjechał na studia do Europy. Francuzek mu się zachciało. A on został w Tokio.
- No nieźle, Uchiha. Tak otwarcie go zarywasz? Nie wierzę. – Hyuuga parsknął śmiechem, bo wiedział, że przyjaciel stara się nie rzucać w oczy ze swoimi odmiennymi fascynacjami.
- Chyba oszalałeś. Nawet nie wiem, jakie on ma preferencje – odparł Sasuke.
- Jeszcze nie wiesz? Starzejesz się mój drogi. Rozpoznanie w terenie i podryw wychodzą ci coraz gorzej. – Neji uchylił się przed lecącym jaśkiem.
- Jeszcze słowo, Hyuuga – warknął przez zęby.
- No dobrze, już dobrze. To jak ma na imię to dziecko szczęścia? – zapytał z pozoru lekkim tonem.
- Grabisz sobie. Naruto – Uchiha zdecydował się uchylić rąbka tajemnicy.
- Ach! Wiem! Incredible blue eyes – odparł przyjaciel ze śmiechem, uchylając się tym razem przed klapkiem. – Niebawem skończy ci się amunicja, Uchiha.
- Zdecydowanie za dobrze mnie znasz. Jak mogłem do tego dopuścić, moja reputacja legnie w gruzach, na legendzie powstanie rysa. – Sasuke starał się powiedzieć to z pełną powagą.
- Uchiha! Ty żartujesz! – Tym razem Nejiemu udało się złapać klapek. – Ej, dobry jestem. Powinienem być szukającym. – Teraz nawet Sasuke się zaśmiał.
- No więc, co z tym chłopakiem? – zapytał znowu Hyuuga.
- Nic. Żyje, uczy się i to nieźle. Wiesz, że dali mu ksywę House? – Sasuke opowiedział mu tę historię i znowu obaj się roześmiali.
- Nic nie zrobisz w jego kierunku? – zapytał Neji. – Żeby ci go nikt nie sprzątnął.
- Co ma być to będzie – Uchiha odpowiedział jakby nieobecny i zapatrzył się w okno.
Neji przez chwilę przyglądał się przyjacielowi. Nigdy nie widział go w takim stanie. Nie sądził, że doczeka chwili, gdy Sasuke zostanie upolowany. Był raczej krótkodystansowcem. Nigdy nie angażował się na dłużej i nie patrzył na uczucia innych. Aczkolwiek poznał go dopiero na studiach. Mimo łączącej ich przyjaźni, Uchiha miał swoje tajemnice.
Neji postanowił przyjrzeć się temu stworzeniu, które zawróciło Sasuke w głowie. Wiedział mniej więcej, kto to jest. Postanowił wspomóc kumpla w biedzie.
- Idę na obiad. Idziesz też? – W duchu modlił się o negatywną odpowiedź.
- Nie dzięki, nie jestem głodny – odpowiedział Sasuke spokojnie.
Hyuuga odetchnął i wyszedł z zamiarem zdybania blondasa.
Jadalnia wrzała. Neji rozejrzał się po sali. Miał szczęście, zlokalizował wybranka Sasuke w kolejce po jedzenie. Stał z przyjaciółmi i wesoło się z nimi przekomarzał. Hyuuga podszedł do lady i stanął za nimi. Zajrzał do witrynki. Poza tradycyjnymi potrawami zobaczył makaron. No tak, dzisiaj włoski dzień. Wczoraj był hiszpański, a jutro ma być francuski. Aby urozmaicić japońską kuchnię i zapoznać studentów z kuchniami świata, uczelnia postanowiła uatrakcyjnić menu o potrawy z różnych krajów.
- Czego sobie życzysz, Słonko – zapytała uprzejmie Machiko, kobieta w średnim wieku, która zajmowała się dostarczaniem energii życiowej zamęczonym studentom.
- Pasta** la vista, baby – powiedział blondyn niskim, imitującym Arnolda głosem.
Część sali wybuchła śmiechem, a reszta, która nie dosłyszała wymiany zdań, dopytywała się, o co chodzi. Machiko ze śmiechem na ustach wzięła talerz i nałożyła swojemu ulubionemu studentowi porządną porcję spaghetti.
- Grazie mille, Signora*** – Naruto ukłonił się głęboko kobiecie.
- Prego**** – odpowiedziała ze śmiechem.
Neji poprosił o swoją porcję. Już wiedział, co Sasuke zobaczył w Naruto. Teraz trzeba się zorientować w upodobaniach chłopaka. Usiadł niedaleko i obserwował. Przyjrzał mu się dokładnie. Był przystojny. Nawet taki heteryk jak Neji musiał to przyznać. Wysoki, blond włosy w lekkim nieładzie i te błękitne ślepia, przez które Sasuke wpadł po uszy. Byli jak ogień i woda. Jeden czarny jak noc, drugi jasny jak słońce. Nie dziwił się Machiko, że tak go nazywa. On promieniował energią.
Jego rozmyślania przerwała jego własna kuzynka, która właśnie podeszła do stolika blondyna i przysiadła się do chłopaków. Neji mentalnie zatarł ręce i uśmiechnął się do siebie na widok dziewczyny. Ale zaraz, czy Hinata nie rumieni się patrząc na Naruto? Uuu, niedobrze. Nie wygląda jednak na to, żeby kolega traktował ją jakoś specjalnie. Nie, wyraźnie widać, że się nią nie interesuje w ten sposób. Jest uprzejmy i to wszystko. Odetchnął z ulgą, choć z drugiej strony trochę szkoda mu było kuzynki. No trudno. Ale stracił właśnie źródło informacji. Nie chciał ranić Hinaty.
Gdy skończył posiłek, wstał i wtedy dziewczyna go zauważyła.
- Neji! – Pomachała do niego.
- Witaj, Hinata – przywitał się uprzejmie.
- Chłopcy, to mój kuzyn Neji Hyuuga, a to moi przyjaciele, Sai Satoshi, Naruto Uzumaki i Shikamaru Nara. – Panowie uścisnęli sobie dłonie i wymienili uprzejmości. – Neji jest przyjacielem Sasuke. Tego, który przychodzi czasem na nasze zajęcia w prosektorium.
- O! – Wyraził zainteresowanie Naruto.
„Jest dobrze”, pomyślał Hyuuga.
- Tak dokładnie, męczę się już z nim trzeci rok – powiedział ze śmiechem.
Blondasowi jakby mina zrzedła. Jest coraz lepiej.
- Nie zamęcza was swoją perfekcją? – zapytał młodszych kolegów ze złośliwym uśmiechem.
- Bywa upierdliwy – odpowiedział Shikamaru. – Czepia się wszystkiego, a najbardziej łaciny.
- Mówisz tak, jakbyśmy mieli z tym jakiś problem – roześmiał się Naruto.
- Jest na swoim terenie i w swoim żywiole – poinformował Neji.
- Gallus in suo sterquilinio plurimum potest***** – powiedział sentencjonalnie Nara, wyciągając dłoń przed siebie i patrząc w dal.
Naruto padł na krzesło i tak się zaczął śmiać, że ludzie dookoła pokazywali go sobie palcami. Po chwili spojrzał na nich załzawionymi oczami.
- Ty mnie kiedyś zabijesz, Shika – starał się wydusić z siebie. – Wiesz, że jakby to usłyszał, to nie miałbyś życia? A my razem z tobą.
- Nie jest taki zły. Dba o swoją reputację i dlatego czasem bywa antyspołeczny. W domowych warunkach jest stworzeniem przyjaznym. – Neji zdecydował się zagrać vabank i uchylić rąbka tajemnicy z życia przyjaciela.
- Wierzyć się nie chce. Nie jest raczej typem pantoflarza – stwierdził Sai.
- Od 'przyjazny' do 'pantoflarz' jest daleka droga. Poza tym nie ma nikogo, kto miałby go pod tym pantoflem trzymać – powiedział starszy chłopak i czekał.
- Taki przystojniak i jest sam? Nie wierzę. – Widać było, że w niebieskich oczach coś błysnęło. Jest świetnie.
- Widzę, że doceniasz walory starszego kolegi – brnął dalej Hyuuga.
Naruto pokraśniał i zaczął przeklinać swój niewyparzony język, a Neji odtańczył w głowie taniec hula.
- Tylko ślepy by tego nie zauważył – odparł znudzonym głosem Shikamaru, zauważając kątem oka reakcję Naruto. – W zasadzie ty też jesteś niczego sobie. Długo zapuszczasz już włosy?
Starszy student lekko zmieszany otworzył usta, a potem zamknął je z kłapnięciem. Zadzwonił dzwonek, który w tym momencie rozładował powstałe napięcie.
- No dobra chłopaki, to się zwijamy. Mamy historię medycyny. Wiecie, że profesor Fumiaki nie lubi spóźnialskich – ponaglił ich Sai. – Miło było poznać. Zapewne spotkamy się jeszcze nie raz. – Uśmiechnął się do Hyuugi.
Pożegnali się i rozeszli. Naruto szedł ze spuszczoną głową i nic nie mówił. Czuł na sobie wzrok Nary.
* http://www.youtube.com/watch?v=LR4bEyy_d7Y&feature=related Słowa padły w tym momencie 1.36. Ale warto obejrzeć cały film. Ech, wspomnienia ;)
** Pasta – po włosku makaron. Co do całego tekstu jest on przerobiony. Prawdziwy cytat "Hasta la vista, baby", pochodzi z "Terminatora". Są to sławne już słowa Arniego.
*** wł. Bardzo pani dziękuję
**** wł. Proszę
***** łac. kogut tylko na własnym gnojowisku dużo może. Seneka.