Na wstępie bardzo dziękuję za miłe przyjęcie mojego dzieua, na forum i tu. Czuję się pogłaskana i mam nadzieję, że nie zawiodę Was w kolejnych rozdziałach.
Żeby nie przedłużać, bo pora późna, z pewną dozą niepewności można nawet rzec, że strachu, przedstawiam Wam dalszy ciąg.
Rozdział betowała Sanu, za co bardzo dziękuję :*
Amor tollit timorem
(łac. Miłość usuwa strach)
(łac. Miłość usuwa strach)
2.
There's no one like you
I can't wait for the nights with you
I imagine the things we'll do
I just wanna be loved by you
Scorpions - No one like you*
Pierwsze, co zobaczył po odgłosie pukania siedzący w pokoju chłopak, to jasna czupryna.
- Cześć. Jestem Naruto Uzumaki – przywitał się blondyn, wchodząc. – Wygląda na to, że będziemy na siebie skazani. – Wyszczerzył się w swoim najlepszym uśmiechu, patrząc z sympatią na bladego bruneta.
- Sai Satoshi – powiedział współlokator z dziwnym uśmieszkiem na twarzy. – Przyjechałem tu wczoraj i zająłem łóżko, jeśli ci to nie przeszkadza.
- Kto pierwszy ten lepszy – odpowiedział z uśmiechem Naruto, rzucając się z westchnięciem w poprzek łóżka.
- Skąd jesteś? Wyglądasz na skonanego – zagadnął Sai.
- Z Osaki. Jechałem autobusem i tak, trochę mnie wytrzęsło. A ty?
- Jestem z Tokio, ale uprzedzając twoje pytanie, chciałem pomieszkać w kampusie i zaznać prawdziwego życia studenckiego, jeśli wiesz, o czym mówię. – Chłopak mrugnął i roześmiał się. Tym razem wyglądało to bardziej szczerze. – Siedzę tu od wczoraj i, stary, jakie tu chodzą towary!
Naruto spojrzał badawczo na Saia, który zaczął opowiadać o biuściastej blondynce i ostrej czarnulce. No to wszystko jasne. Czuł się, jakby zabrał ze sobą Kibę. Uśmiechnął się pod nosem. Po rozpakowaniu swoich rzeczy, wykonał obiecane telefony. Rozmowa trwała pół godziny, bo mama chciała wiedzieć wszystko, choć jeszcze nie zaczął się nawet rok szkolny. Kiba interesował się przede wszystkim tym, czy jego współlokator to doktorek. Po kolejnej pół godzinie Naruto pogadał jeszcze z Saiem, zjadł resztę kanapek z podróży i poszedł spać.
Kolejny dzień przyniósł chłopcom „nowe towary”. Zjedli śniadanie w towarzystwie pięknych koleżanek i niemniej przystojnych kolegów. Naruto rozglądał się dyskretnie po jadalni. Był ciekaw, czy któryś z chłopaków ukrywa się tak jak on. Miał nadzieję na jakieś nowe znajomości, przecież Kiba mu obiecał. To w końcu Tokio.
Gdy nadszedł dzień pierwszych wykładów, Naruto był bardzo podekscytowany. Przez te kilka dni poznał sporo osób. Poza Saiem przypadł mu do gustu Shikamaru Nara. Chłopak wydawał się leniwy i wiecznie zmęczony życiem, dopiero w rozmowie wyszło, że jest niesamowicie inteligentnym człowiekiem. Chciał iść na psychologię i Naruto wiedział, że jeśli kiedykolwiek będzie miał problemy, to zwróci się z nimi właśnie do niego. W gronie znajomych nadali mu już ksywę Filozof.
- Naruto, a w jakim kierunku ty zdążasz? – zapytał Shikamaru, leniwie rozciągnięty na ławce przed kampusem.
- Chirurgia – odpowiedział krótko.
- Aleś wylewny. – Filozof wywrócił oczami.
- Chirurgia dziecięca – sprecyzował.
- Uuu, stary, pojechałeś równo. Wybrałeś sobie trudną drogę – skwitował Nara.
- Taaa, wiem. Trochę mnie to przeraża, szczerze mówiąc. Ale lubię dzieci i nie mogę patrzeć na ich cierpienie. Wiesz, że zwykły chirurg nie może operować dziecka? Chyba, że coś zagraża jego życiu. Dlatego jest specjalny dział chirurgii dziecięcej.
Po chwili milczenia Naruto odezwał się znowu:
- Obawiasz się zajęć w prosektorium? Nigdy nie miałem styczności z ciałem. Nie wiem, czy dam radę…
- Pewnie wielu myśli jak ty – przerwał mu Shikamaru. – Myślę, że z czasem oswoisz się z tym. Słyszałem, że studentami na pierwszym roku, oprócz profesorów, zajmują się starsze roczniki. W ramach praktyk i współpracy międzygatunkowej. Pewnie będą się wywyższać. Jakie to kłopotliwe – zamarudził i zaczął się podnosić. – Chodźmy, zaraz dzwonek. Do zajęć w prosektorium mamy jeszcze miesiąc, nie ma co się na razie zastanawiać.
Jednak ten czas minął w pełnym biegu. Codzienne wykłady, nauka, jedzenie, spanie, rutyna. Uzumaki czuł się, jakby przeżywał dzień świstaka**. Nie przeszkadzało mu to aż tak bardzo, bo lubił się uczyć, ale Sai cierpiał. Narzekał, że nie ma czasu na imprezy i laski: „No kto to widział, żeby tyle nauki było”.
Nadszedł w końcu ten nie do końca wyczekiwany dzień. Pierwsza wizyta w prosektorium. Nad wejściem do laboratorium wisiała tablica ze słowami Mortui vivos docenti!***. Wszyscy stali przed metalowymi drzwiami, od których bił chłód. Naruto czuł go do szpiku kości, a jego wybujała wyobraźnia podsuwała mu wszelkie scenariusze. I po co oglądał te horrory? Zamknął oczy, zacisnął pięści i skupił się na tym, co wykładowcy w kółko im powtarzali. „To są ciała ludzi, którzy oddali się w nasze ręce ku ogólnemu dobru ludzkości. Tak. Właśnie tak” - przekonywał sam siebie. Nagle usłyszał za sobą szum i ciche rozmowy. Koleżanki szeptały podekscytowane, że idzie, że mają szczęście, trafiając na niego.
- Czy wszyscy są obecni? – usłyszał głęboki, niski głos, od którego ciarki przeszły mu po plecach. A może to przez ten chłód? Zdążył zobaczyć tylko czarną czuprynę przeciskającą się w kierunku drzwi. Gdy zostały otwarte, w ich nozdrza uderzył zapach formaliny. Naruto w pierwszym odruchu chciał wstrzymać oddech. Po chwili opanował się, oddychając spokojnie. Gdy wszedł, jego oczom ukazała się duża sala wykafelkowana na biało od podłogi po sam sufit. Na środku stał duży metalowy stół, a na nim leżało ciało w worku. Dookoła stało kilka innych stołów okrytych prześcieradłami, ale nie wyglądało na to, żeby tam również znajdowały się ciała.
- No wchodźcie, wchodźcie. Zwłoki nic wam nie zrobią. – Naruto skrzywił się, nie lubił tego słowa. Dla niego oznaczało brak szacunku dla zmarłej osoby. – Podejdźcie bliżej dużego stołu.
Naruto miał w końcu okazję zobaczyć właściciela głosu. O matko, jak on go zobaczył! Bardziej zobaczyć nie można. Wysoki brunet, mniej więcej jego wzrostu, półdługie czarne włosy, czarne jak węgiel oczy, blada cera. Trochę przypominał Saia ale… No właśnie, zawsze jest jakieś „ale”. „Cóż Kibuś” - pomyślał. „Chyba znalazłem swojego doktorka”.
- Czy potrzebujesz specjalnego zaproszenia? – zwrócił się do niego doktorek z lekką kpiną w głosie.
- Nie – odburknął i poszedł w stronę stołu, wokół którego ustawili się studenci. „Oj, nie będzie to proste, o ile w ogóle jest gejem” - stwierdził w myślach, patrząc, jak brunet przemierza salę pewnym siebie krokiem. Wszystkie panny obejrzały się za nim, a Naruto oderwał wzrok, żeby się do nich nie zaliczać.
- Nazywam się Uchiha Sasuke. Jestem na czwartym roku, ze specjalizacją chirurgia dziecięca. Na pierwszym roku będziecie poznawać ciało człowieka od strony anatomii opisowej. – Mówiąc to odpiął zamek worka i w ich nozdrza uderzyła nowa fala formaliny. Naruto, jak i parę innych osób, zamrugał oczami, chcąc odpędzić nabiegające łzy. Odruchowo też przyłożył rękę do nosa. Kątem oka zauważył kpiący uśmiech. Szlag go trafił. Spojrzał wściekle w przepastne, czarne ślepia. Zapomniał, gdzie jest, że śmierdzi formaliną, nie spojrzał nawet dokładnie na ciało człowieka na stole. Widział tylko te dwa węgle. W ogóle przez doktorka, zapomniał, że się bał. Może to była taka taktyka? Profesorowie puszczali przystojniaka/ważniaka, żeby zająć pierwszoroczniakom myśli, by nie pouciekali ze strachu.
- Sasuke, dziękuję za wprowadzenie studentów i przepraszam za spóźnienie. – Do sali weszła wysoka blondynka z dużym biustem, na który z kolei zapatrzył się Sai i reszta chłopaków. A jednak, tak jak myślał, dobra taktyka. Na panny puszczają Uchihę, natomiast rodzaj męski zaślinia się na widok pani profesor.
- Nazywam się Tsunade Senju**** i będę z wami pracowała przez kolejne lata w tym właśnie miejscu. Niebawem przyzwyczaicie się do tego ostrego zapachu, jak i do obcowania z ciałami. – Tsunade mówiła o zasadach, których należy się trzymać w prosektorium, ale Naruto słuchał jej jednym uchem. Skupiał się na Sasuke, który w tej chwili szeptał coś do jakiejś różowowłosej lali. Miała chyba na imię Sakura. Raaany, różowe włosy. – Nie wolno robić zdjęć, chyba że będzie tego wymagała lekcja. Nie wolno nic wynosić…
- A już chciałem wydłubać oko i zabrać jako souvenir – usłyszał obok ciężki dowcip i rechot. Spojrzał na chłopaka zimno. – Co? Masz jakiś problem blondasie?
- Radziłbym słuchać, tego nie ma w książkach – odezwał się tuż obok ironiczny głos. Dwaj studenci coś mruknęli, ale zaniechali rozmowy. Sasuke spojrzał na Naruto. – Widzę, że podziałało. – Kącik jego ust uniósł się lekko w górę.
- Co? – Naruto nie bardzo wiedział, o co mu chodzi.
- Nieważne. Masz jakieś imię? – zapytał starszy student konwersacyjnym tonem.
- Podchodzisz do wszystkich po kolei, czy tylko do wyróżniających się kolorem włosów? – odparował blondyn mało uprzejmie.
Sasuke spojrzał na Sakurę.
- Znam ją. Mieszka w mojej dzielnicy – odpowiedział. – Niestety – dodał bardzo cicho. Po chwili uniósł z zaciekawieniem brwi. – Więc?
- Naruto Uzumaki – przedstawił się bez entuzjazmu. Jego doktorek przy bliższym poznaniu troszkę stracił.
- Kogoś mi przypominasz – zastanowił się Sasuke.
- Czy nie powinienem słuchać? Tego nie ma w książkach – Naruto zmienił temat.
- Daj spokój. Cały regulamin jest na tamtej ścianie. – Wskazał palcem za siebie.
- Sasuke, czy możesz podzielić wszystkich na cztery grupy? – Naruto umknęło to, co powiedziała wcześniej kobieta. Miał nadzieję, że Sai albo Shikamaru słuchali.
Zostali rozdzieleni na poszczególne stoły. Sasuke podchodził do każdego i zdejmował prześcieradło. Jak się spodziewał Naruto, nie było tam ciała, tylko kości.
- Na dzisiejszych zajęciach zajmiemy się osteologią. Postarajcie się sklasyfikować kości przed wami. Obejrzyjcie dokładnie, zobaczcie, czy są jakieś uszkodzenia, guzki, róbcie notatki. Za pół godziny sprawdzę efekt waszej pracy – poinformowała profesor Senju.
Z Naruto przy stole stał Satoshi, Nara, różowa lala i ciche, z lekka zastraszone stworzenie o imieniu Hinata. Była blada jak ściana i wyglądała, jakby czuła się zdecydowanie gorzej niż Naruto.
Filozof złapał pierwszą kość z brzegu.
- Co o niej myślicie? – pytanie leniwie opuściło jego usta.
- Kość udowa, a tu masz piszczel i strzałkę. Patrząc na resztę, myślę, że możemy złożyć nogę – powiedział pewnym głosem Uzumaki.
- Czy moglibyście pracować w ciszy? Nie mogę się skupić, gdy tak kłapiecie dziobami – odezwała się Landrynka, jak już zdążył nazwać Sakurę Naruto.
- No co ty, Sakura, doktora Housa nie oglądałaś? – wykrzyknął Sai. – Oni tam zawsze zbierają się w gabinecie i debatują. W końcu, co dwie głowy, to nie jedna. A pięć, to już sukces. – Uśmiechnął się z politowaniem do Sakury.
Tsunade i Sasuke chodzili między stołami i obserwowali pracę studentów. Cicho wymieniali między sobą uwagi. Były cztery stoły, ale tylko przy jednym było głośno.
- No chyba zwariowałeś, to nie jest pęknięcie, kość się zeschła po prostu – stwierdził Sai.
- Przecież oni trzymają je w odpowiednich preparatach, nie mają prawa się zeschnąć. Skup się chłopie. Pamiętasz te zdjęcia rentgenowskie z zajęć? Na pękniętej kości była właśnie taka rysa. A co myśli reszta? Shika? – Naruto zagadnął kolegę, bo Hinata nadal była blada, a Landrynka obrażona.
- Zdecydowanie pęknięcie. Nie jakieś poważne, ale jednak – odpowiedział zapytany.
- Och, no dobrze, niech będzie – obruszył się Sai.
- Hinata, – zagadnął dziewczynę Naruto. – Czy mogłabyś robić notatki?
- Tak, Naruto-kun – wyszeptała na wydechu.
Sięgnęła po kartkę i zaczęła notować wszystko, co mówią. Z czasem udało im się wciągnąć ją do rozmowy. Tylko Sakura cały czas była antyspołeczna.
- No dobrze, moi drodzy. Pokażcie mi wyniki swoich prac. – Po upływie zapowiedzianego czasu Tsunade zaczęła podchodzić do stołów i oglądać krwawicę poszczególnych studentów. No właśnie, poszczególnych. Doszła w końcu do ostatniej, czwartej grupy.
- Nieźle wam poszło – mruknął Sasuke do ucha Naruto. Chłopak wzdrygnął się, czując ciepły oddech we wrażliwym miejscu. „To powinno być zabronione!” - pomyślał.
- Cóż mogę powiedzieć. – Spojrzała najpierw na grupę Naruto, potem na resztę klasy. – Nie oglądaliście doktora Housa?
* Scorpions – No one like you
Nie ma drugiego takiego jak Ty
nie mogę się doczekać nocy z Tobą
wyobrażam sobie rzeczy, które będziemy robić
chcę być kochany przez Ciebie
nie mogę się doczekać nocy z Tobą
wyobrażam sobie rzeczy, które będziemy robić
chcę być kochany przez Ciebie
Pozwoliłam sobie zmienić płeć w piosence
Tłumaczenie pobrane ze strony tekstowo.pl
** odnoszę się do komedii "Dzień świstaka" z Billem Murrayem, jak ktoś nie widział, to polecam :)
*** łac. Zmarli żywych uczą.
**** Senju to nazwisko pierwszego Hokage. Jako że Tsunade nie ma nazwiska, pozwoliłam sobie użyć nazwiska jej przodka.
Jak dla mnie bomba... Już to lubię.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Do_ris
Komentarz umieściłam na forum ale tu tak wisi i mi dziwnie, że nie umieszczę i tu z dwóch zdań.
OdpowiedzUsuńAby nie edytować tam posta napiszę tu.
Czyżby Sasuke dostrzegał podobieństwo Naruto do Minato ale jeszcze nie zdawał sobie z tego, do końca, sprawy?
Do Sakury raczej nikt nie zapałał wielką chęcią przyjaźni. Hinata natomiast to...Hinata. Zawsze mnie ciekawiło, co by zrobiła gdyby Naruto ją pocałował skoro na same jego jakiekolwiek słowo w jej kierunku reaguje niemalże palpitacją serca.
Ciekawię się co będzie dalej...pożera mnie tu ma ciekawość.
Pozdrawiam^^
Hmm.. Podoba mi się owe opowiadanie.
OdpowiedzUsuńTylko co tu robi Nara jeśli on jest na Filozofii ?
Chodzi mi o to że był razem z nimi przy ciele ale to przecież nie jego działka.
Jeśli źle zrozumiałam to przepraszam.
Hinata nieśmiała , Sakura aspołeczna , Sai erotoman i fan wielkich :melonów" I nara jak Nara , chodź zazwyczaj Narę kreują na osobnika co nic nie robi a widzę ze tu dużo gada i się angażuje.. Um.
Powodzenia w dalszym pisaniu ; )
Czekam na następny rozdział.
~Zamknięta.
~Zamknięta. Filozof to ksywka Nary, nie "profesja" :P
OdpowiedzUsuńKocur