Forget your lust, for the rich man's gold
All that you need, is in your soul,
And you can do this, oh baby, if you try
All that I want for you my son,
Is to be satisfied
And be a simple, kind of man
Oh be something, you love and understand
Baby be a simple, kind of man
- Uwierzysz, że dała mi kosza? Po tym wszystkim, co powiedziałem? – Chłopak mocno się burzył i widać było, że długo mu nie przejdzie.
- Kibuś, no co ja mam ci powiedzieć. Dobrze wiesz, że kobiety to nie moja działka – odpowiedział mu przyjaciel.
Siedzieli w ogrodzie i gapili się w niebo. Dzień był bardzo ciepły jak na wiosnę i grzechem było przesiedzieć go w domu. Przyjaźnili się od piaskownicy. Naruto Uzumaki i Kiba Inuzuka mieszkali obok siebie od szóstego roku życia. Od razu przypadli sobie do gustu i wiedzieli, że będzie to przyjaźń po grób, jak wtedy mówili. Teraz mieli po osiemnaście lat i nic w tej kwestii się nie zmieniło. Razem przeszli przez szkołę, problemy, pierwsze zawody miłosne, imprezy i wszystko, co ich w życiu spotkało. Zawsze razem. Dopiero teraz, gdy przyszedł czas na studia, musieli się rozstać. Kiba, jak jego cała rodzina, poszedł w kierunku weterynarii, a Naruto chciał studiować medycynę. Przyjaciel cały czas go namawiał, żeby poszedł razem z nim przecież, co za różnica, kogo będzie leczył. Jednak ten upierał się przy swoim. Jego ojciec był lekarzem, właściwie doktorem i profesorem na Uniwersytecie Tokijskim, jednej z najbardziej prestiżowych uczelni na świecie. Chciał pójść w jego ślady. Nie pamiętał go zbyt dobrze. Bardziej z opowiadań. Zginął w wypadku, gdy jechał na jakiś wykład, Naruto miał sześć lat. Po tym zdarzeniu, wraz z matką przeprowadził się do jej rodzinnego miasta – Osaki.
Ojciec był od niej dużo starszy. Pracował już w szpitalu, gdy ona dopiero miała praktyki pielęgniarskie. Od razu wpadł jej w oko. Wysoki, przystojny blondyn o niebieskich oczach. Zawsze pełen optymizmu. Naruto był wręcz jego kopią. Teraz miał wrócić do Tokio, miasta, w którym się urodził. Cieszył się, ale też żal było mu zostawiać przyjaciela, znajomych, matkę, a nawet dziadków. Ale Kiba, gdy już pogodził się z tym, że Uzumaki go opuszcza, zaczął go pocieszać, że na pewno wyrwie jakiegoś przystojnego, przyszłego doktorka i będą spędzać romantyczne chwile w prosektorium. Naruto nie lubił takich żartów. Prosektorium, to była jedyna rzecz, której się obawiał. Pies to zwierz, więc jego przyjaciel nie będzie miał takich moralnych problemów jak on. Nigdy też nie miał styczności z martwym ciałem i nie wiedział jak zareaguje, gdy wejdzie do sali pełnej nich i jeszcze, nie daj Boże, będzie musiał wziąć skalpel do ręki i pastwić się nad jednym. Jedynym pocieszeniem był ten przystojny doktorek, o którym Kiba ciągle mówił.
Żeby było śmiesznie, to dzięki Kibie zorientował się w swojej orientacji seksualnej w tak wczesnym wieku. Przyjaciel od zawsze zaglądał dziewczynom pod spódnicę. Natomiast Naruto wywracał oczami na jego zachowanie i robił okłady na twarz, gdy zaszła taka potrzeba. Gdy mieli po trzynaście lat, Kiba spojrzał na niego poważnie i powiedział: „Jesteś gejem”. Wprawił go tym w szok. Naruto zbladł, potem poczerwieniał i uciekł do domu. Nie odzywał się do niego tydzień. Był to okres wakacji, więc udawało mu się go unikać, mimo że mieszkali obok siebie. W końcu Inuzuka dorwał go bladym świtem. Siedział pod jego domem od piątej rano, żeby o szóstej trzydzieści zobaczyć, jak wychodzi przez okno. Przeszli wtedy jedyną, tak poważną rozmowę, która mogła zaważyć na ich dalszych relacjach. Ale deklaracja przyjaźni po grób, miała w sobie moc. Przeprosili się nawzajem. Jeden, za tak dosadne słowa, a drugi za reakcję po nich. Od tego czasu Uzumaki zaczął rozglądać się za chłopcami, a Kiba wspierał go na każdym kroku.
- Ona jest zapatrzona w ciebie. Jakbyś nie zauważył wiele dziewczyn wodzi za tobą wzrokiem. Powinieneś powiedzieć, że jesteś gejem a nie dawać im złudne nadzieje, że może kiedyś… – perorował dalej.
- Kiba, dobrze wiesz, że nie miałbym życia, gdybym się przyznał – przerwał Naruto znudzonym głosem, wskazującym na to, że tę kwestię mówi po raz setny.
- Ale jak pojedziesz do Tokio, to powinieneś od razu powiedzieć kim jesteś. – Nie dawał za wygraną Inuzuka.
- Taaa jasne i na dzień dobry zostać skopanym. Kiba, zastanów się. Będę tam sam bez ciebie, kto mnie obroni przed bandą w kitlach. – Naruto zakończył wypowiedź trzęsącym się głosem i galaretą w oczach.
- Powtarzam ci cały czas, czeka tam na ciebie doktorek on cię obroni przed złem wszelakim. Musisz dać mu szansę, żeby cię znalazł. A jak już będziesz szczęśliwą żoną, to nie zapomnij o przyjacielu, dzięki któremu będziesz miał takiego męża – powiedział Kiba ze śmiechem i zaczął uciekać, bo Uzumaki chwycił szlauch i zaczął go gonić po ogrodzie.
Kushina, matka Naruto, stała w oknie salonu i patrzyła na dwa stare konie brykające po ogrodzie jak dzieci. Pokręciła głową z uśmiechem i poszła wyciągnąć ciasto z piekarnika. Była dumna z syna. Był świetnym uczniem i chciał iść w ślady Minato. Trudno samotnej kobiecie wychować syna. Czasem się zastanawiała czy orientacja Naruto nie jest jakimś jej błędem wychowawczym. Może brakowało tu męskiej ręki? Jaki by był, gdyby żył Minato? Potem odrzucała te myśli. Ma wspaniałego syna, któremu starała się przekazać najlepsze, życiowe wartości. Wspomagała go na każdym kroku. Dosłownie na każdym, nawet dotyczącym jego orientacji, o której dowiedziała się w dość szokujący sposób.
To było dwa lata temu. Kushina niespodziewanie wróciła wcześniej z pracy, alarm pożarowy i wszystkich odesłali. Gdy weszła do domu, usłyszała rumor i jakieś nieokreślone dźwięki z pokoju syna. Chwyciła, co miała pod ręką i pobiegła z odsieczą. Gdy wpadła do pokoju, parasolka wypadła jej z ręki, a ona poczerwieniała i z przeprosinami na ustach ewakuowała się. Poszła do swojego pokoju, usiadła w fotelu i czekała. Wiedziała, że Naruto przyjdzie. Zawsze przychodził, nigdy nie mieli przed sobą tajemnic. Chwaliła się koleżankom, że ma świetny kontakt z synem. Do teraz. Zabolało ją to bardzo. Chociaż z drugiej strony, zdawała sobie sprawę, że trudno w wieku szesnastu lat przyjść do matki i powiedzieć, że nie będzie miała wnuków, bo jej jedyny syn woli chłopców.
Po dwudziestu minutach usłyszała ciche pukanie do drzwi. Cieszyła się, że Naruto nie wpadł tu od razu. Miała czas na przemyślenie całej sytuacji.
Tak samo jak Naruto. Po jej wyjściu z pokoju, spojrzał z przerażeniem na swojego ówczesnego chłopaka. Ubrali się i szybko pożegnali. Toshiro chciał zostać, żeby go wesprzeć, ale on nie chciał. Wiedział, że sam musi przeprowadzić tę rozmowę. Nie sądził, że odbędzie się ona tak szybko i w takich okolicznościach, jednak gdy trochę ochłonął poszedł do drugiej sypialni.
Wszedł ze spuszczoną głową i czekał na wyrok. Gardło ściskało mu się tak, że nie był w stanie powiedzieć słowa. Gdy usłyszał: „Dlaczego mi nie powiedziałeś” – wypowiedziane zawiedzionym głosem, poderwał głowę i spojrzał w zielone oczy. W dwóch krokach był przy matce i przytulając, przepraszał. Jeśli wydawało mu się, że rozmowa z Kibą była trudna, to się mylił. To był najgorszy moment w jego dotychczasowym życiu. Jego własna rodzicielka nakryła go in flagranti z nagim chłopakiem. Chyba wolałby, żeby zobaczyła jak się onanizuje, bo wtedy nie musiałby tłumaczyć, dlaczego przed oczami ma Keanu Reevesa, a nie Jessice Albę. Rozmowa była długa i szczera. Dogadali się, jak zawsze. Z czasem on się przyzwyczaił, że matka wie, przedstawił nawet Toshiro. Ona natomiast ze śmiechem dogryzała tekstami, który z nich będzie prowadził gospodarstwo domowe i gotował obiadki dla męża.
- Chłopcy! Ciasto! – wykrzyknęła pani domu. – Tylko nie wpadajcie mi – zaczęła – tu z tym błotem – skończyła zrezygnowana.
- Może wystawię do ogrodu. Ciepło jest szkoda słońca – powiedział Naruto i po chwili chwycił tacę, którą Kushina już zaczęła przygotowywać.
Czas do wyjazdu Naruto spędzał z matką i Kibą. Wpadał też do dziadków i szalał na ostatnich imprezach w gronie przyjaciół ze szkoły. Gdy nadszedł ten czas, patrzył na swoje dwie walizki dokładnie wypchane jego dobytkiem. Miał nadzieję, że zabrał wszystko, co najważniejsze. Jak nie, to przecież jest poczta. Albo sklepy. Na brak pieniędzy nie narzekał. Ojciec zostawił po sobie spory majątek, a matka pochodziła z bogatej rodziny. Nie musiał martwić się o opłacenie studiów i utrzymanie się. Chociaż chciał z czasem znaleźć jakąś pracę. Najchętniej w szpitalu.
Gdy stał przy autobusie, Kushina miała łzy w oczach, ale dzielnie się uśmiechała. Tuliła syna i życzyła powodzenia. Kazała odezwać się natychmiast jak dojedzie, w ogóle często się odzywać, no bo zapewne od razu zapomni o matce jak wpadnie w towarzyski wir. Naruto przerwał jej cichym: „Nie martw się mamo, wszystko będzie ok.”. Kiba oczywiście życzył mu przystojnego doktorka, a potem uściskali się i pojechał.
Stał teraz przed ogromnym i okazałym kampusem. Nie mógł uwierzyć, że w końcu tu jest. Tu, gdzie był jego ojciec. Na szczęście miał nazwisko matki, więc nie będą go łączyć, przynajmniej na początku z dawnym profesorem uczelni. Sam chciał zapracować na swoją reputację.
Gdy wszedł do budynku z recepcji uśmiechnęła się do niego kobieta w średnim wieku.
- Czy mogę w czymś pomóc? – zagadnęła zdezorientowanego, jak jej się wydawało młodego człowieka. Po to tu była. Od dwudziestu lat, ułatwiała takim młodzikom start.
- Dzień dobry. Nazywam się Uzumaki Naruto. Za parę dni zaczynam tu naukę na wydziale medycyny. – Zaczął obszukiwać kieszenie. – Tu mam przydział na pokój – powiedział wręczając kobiecie świstek.
- Witamy w naszych progach. Jestem Fumiko Hasegawa. – Kobieta z uśmiechem odwróciła się do komputera i zaczęła wpisywać dane Naruto. Po chwili zwróciła się do niego. – Twój współlokator przyjechał wczoraj. Tu masz klucz.
Wytłumaczyła jeszcze zakręconemu chłopakowi gdzie ma iść, po matczynemu poklepała po plecach i wróciła do swojej pracy. Uzumaki złapał swoje dwie walizki i podreptał na spotkanie nowego życia.
* Lynyrd Skynyrd – Simple man
Zapomnij o żądzy do złota bogatych ludzi
wszystko, czego potrzebujesz jest w Twojej duszy
i potrafisz to zrobić, jeśli spróbujesz.
Wszystko, czego pragnę dla Ciebie mój synu
to, żebyś był zadowolony.
wszystko, czego potrzebujesz jest w Twojej duszy
i potrafisz to zrobić, jeśli spróbujesz.
Wszystko, czego pragnę dla Ciebie mój synu
to, żebyś był zadowolony.
I bądź prostego typu człowiekiem.
Czymś, co kochasz i rozumiesz.
Bądź prostego typu człowiekiem.
Czymś, co kochasz i rozumiesz.
Bądź prostego typu człowiekiem.
Tłumaczenie pobrane ze strony tekstowo.pl
Oh My God~!!! Chociaż co mi tam Bóg teraz pomoże, jak koniec świata zarządził...no cóż, to prawie tej samej wagi jest.
OdpowiedzUsuńDAIMON ZAŁOŻYŁA BLOGA~...O____O
Dobrze widzę? *przeciera oczy*
Targają mną dwa uczucia, radość i niedosyt. Czytałam już na forum Twój debiutowy twór, ale z racji całkowitego niedowładu umysłu po pracy, nie miałam siły tego skomentować. Nie tak, że nie chcę.
Przecież wiesz, że uwielbiam klimaty szkolne~!!!
I mam coś nowego do czytania. W tej chwili słabo mi idzie koncentracja nad konstruowaniem treści tego komentarza, bo z głowy wypadło mi wszystko o czym myślałam, czytając pierwszy rozdział.
To wszystko przez tą radość, aż mnie palce nie słuchają >XD
Ekhmm, no więc czego można życzyć przy zakładaniu pierwszego bloga? Nie wiem, weny życzyć nie będę, bo jak na złość zwieje gdzieś na wakacje. Komentarzy? Niech będzie, najlepiej konstruktywnych i w dużych ilościach.
Spadam i w lepszym nastroju powitam koniec świata, który miał nastąpić minutę temu XDD
Widzę, że założyłaś bloga, dlatego też nie będę już leciała z opinią na forum tylko wkleję pod rozdziałem. Muszę się do czegoś przyznać. Otóż jak zobaczyłam ten tekst na forum (nie czytając go) podchodziłam do tego raczej sceptycznie. Nie wiem, jakieś takie mieszane uczucia mną targały (i nie, to nie ze względu na to, że odważyłaś się coś wstawić, co to, to nie, ale raczej nie będę tego roztrząsać publicznie) Uff no to zaczynamy. Kiba. Podoba mi się sposób jego kreacji, jak dla mnie nie traci niczego ze swojej kanoniczności, a jednocześnie wnosi coś nowego. Idealnie nadaje się na bliskiego przyjaciela Naruto. W ogóle jeśli chodzi akurat o Kibę mam wrażenie, że z kim by go nie zestawić zawsze będzie pasować ;) Wymarzony bohater dla twórcy ;P I to jego gadanie o przystojnym doktorku dla Naruto. Jestem na tak!
OdpowiedzUsuńRelacje Naruto z Kushiną również do mnie przemawiają. Kurde, niezbyt to miłe przyłapać swojego syna w łóżku z innym chłopakiem xD Gdyby chociaż wiedziała wcześniej. Ale! Bardzo podoba mi się scena, w której Naruto wchodzi do sypialni matki i czeka „na wyrok”. Ma coś w sobie. I ostatnia scena. Pani recepcjonistka. Życzę takich pań wszystkim studentom xDD Hmm Ciekawi mnie z kim umieścisz Naruto w pokoju. Oby się z tym kimś dogadał, bo nie ma nic gorszego niż męczyć się ze współlokatorem. No. To ja przycupnę sobie tutaj wygodnie w obserwatorach i cierpliwie poczekam na ciąg dalszy. Mimo, że wena dopisuje, życzę jej jeszcze więcej. A do tego dużo świeżych pomysłów :)
Pozdrawiam cieplutko :*
Kuroneko